Bogowie też sie mylą :) - AAR poza konkursowy

Temat na forum 'HoI II - AARy' rozpoczęty przez morciba, 14 Marzec 2005.

Status Tematu:
Zamknięty.
  1. morciba

    morciba Guest

    przepraszam

    Przepraszam wszystkich. Zupełnie zapomnialem o tym. Ostatnio mialem mnóstwo innych spraw do załatwienia i prawie w ogóle nie miałem dostępu do kompa. W HOI też nie grałem :(
    Próbowałem raz wrzucic tego AARa ale akurat cos z forum było nie tak.

    Za chwilę wrzucę to co napisałem.

    AAR był pisany bez dostępu do kompa, na którym grałem. Pisałem go z pamięci, więc daty i dane ilosciowe nie są precyzyjne, ale ogólnie wszystko się zgadza. Zreztą i tak nie chodzi o dokładność tylko o formę :)

    Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz przepraszam.

    [ Dodano: Pon Mar 14, 2005 8:40 am ]
    Jestem Bogiem :). Co prawda młodym Bogiem, ale trochę mocy już posiadam. Ostatnio nudziło mi się, miałem dużo czasu i zastanawiałem się, co by tu zrobić ciekawego. Nic mi nie przychodziło do głowy, ale przypomniałem sobie, że mój młodszy brat cały czas bawi się w jakieś rządzenie niższymi istotami (ludźmi) i wysyłanie ich na wojnę. Pomyślałem, że zobaczę jak to wygląda – a nuż zabiję nudę……

    Brat opowiedział mi, na czym polega ta zabawa. Jest nieskończona ilość możliwości, ale w uproszczeniu sprowadza się to do tego, że trzeba sobie wybrać naród (grupę ludzi żyjącą na określonym terytorium) i kierować jego losami tak, aby zajął terytoria wszystkich pozostałych narodów. Trzeba też wybrać miejsce i czas działań. Podobno najlepsza jest taka mała planeta – ziemia – bo ludzie tam strasznie wojowniczy i praktycznie w każdym okresie czasu jest ciekawie. Mój brat bardzo długo bawił się w okresie, kiedy ziemianie poznawali swoją planetę, to był chyba XV,XVI wiek, ale ja postanowiłem pobawić się w XX wieku, kiedy to ważyły się losy całego świata. Poza tym chciałem poznać wszystko sam, a nie żeby mi brat przychodził, dogryzał i się śmiał ze mnie. Moja boska duma mi na to nie pozwalała :)
    Pozostało mi tylko wybrać, w którym roku zacząć…….hmmmm, pomyślałem, że to moja pierwsza zabawa, więc zacznę ostrożnie, zanim wszystko się zacznie – ROK 1936.

    Muszę w tym miejscu na chwilę przerwać i wyjaśnić, jakimi dysponuję mocami. Opowiem tylko o mocach użytecznych do tej zabawy :), bo mam ich oczywiście dużo więcej. Mogę przemieszczać się dowolnie w czasie, przestrzeni oraz światach alternatywnych. Mogę dowolnie zmieniać rzeczywistość (na razie na małym obszarze :)). Mogę spowodować, że istoty niższe mnie słuchają, co prawda nie mogę jeszcze kontrolować dużej ilości na raz, ale na potrzeby zabawy wystarczy.
    Zanim przystąpiłem do zabawy wybrałem odpowiedni świat i odpowiednią alternatywę (Normal). Przejrzałem w przyśpieszonym tempie najbardziej prawdopodobne zdarzenia do 1947 roku (żeby wiedzieć czego mogę się mniej więcej spodziewać :)). Pozostał mi tylko wybór narodu. Nie trwało to długo – USA. To moja pierwsza gra, więc wybrałem najmocniejszy kraj, możliwie daleko oddalony od centrum wydarzeń – tak żebym sobie mógł spokojnie wszystko przećwiczyć.

    I tak zacząłem zabawę. Pierwszą rzeczą, o jakiej pomyślałem to zapis rzeczywistości. Co prawda mogę cofać się dowolnie w czasie, ale żeby zacząć zabawę w miejscu, w którym ją przerwę, muszę dokonać w pamięci tzw. zapis rzeczywistości. Tak, tak, my Bogowie też mamy obowiązki :(. Poza tym, zdarza się, że jakaś nieokreślona siła wyrwie mnie nagle i przerzuci do rzeczywistości, którą my Bogowie nazywamy pulpitem. Wypowiedziałem słowo i rzeczywistość będzie się zapisywać co miesiąc…..
    Zobaczyłem świat a na nim mnóstwo różnych, nowych dla mnie rzeczy. Zatrzymałem czas i zacząłem się wszystkiemu przyglądać. Swoją drogą śmiesznie wyglądają te istoty zatrzymane nagle w pół kroku, no i dlaczego te samoloty nie spadają wtedy na ziemię?? Ale wracając do zabawy – wszystko było tak jak chciałem. Moje wielkie i potężne państwo, a daleko na wschodzie i zachodzie potencjalni zadymiacze – Niemcy i Japonia. Dużo czasu dla mnie na naukę. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to, że zajmę sobie te wszystkie państewka na południe :). Z taką myślą przystąpiłem do przeglądu moich sił……..i tutaj pierwsza (i nie ostatnia!!!, o nie) niespodzianka. Wojska lądowe – 5 oddziałów?? Co to ma być pomyślałem, kpina chyba jakaś. Na szczęście samolotów było więcej, a jak zobaczyłem flotę to już byłem szczęśliwy - ponad 100 statków!! Euforia trwała krótko. Na cholerę mi te statki pomyślałem. Nowych ziem nimi nie zajmę…..Przyjżałem się pobieżnie innym rzeczom: przemysł, gospodarka, zaopatrzenie, polityka, technologia. Dużo tego jak na takie małe istotki. Mniej więcej zorientowałem się, o co chodzi, coś tam poustawiałem, żeby w gospodarce było dobrze i przystąpiłem do gry.
    Tymi wszystkimi wysepkami na Pacyfiku postanowiłem nie zawracać sobie głowy na początek (na co mi one :) pomyślałem). Liberia też jest nieważna. Trzeba robić armię!!! I ruszać na południe przed 1940 rokiem, bo wtedy będzie gorąco. Rozpoczęło się formowanie 2 armii na granicy z Meksykiem. Pierwsza miała składać się z piechoty, druga z czołgów, i jeszcze jakieś koniki się tam przyplątały przypadkowo :) Postanowiłem produkować dużo czołgów – spodobały mi się te maszyny. Do produkcji poszedł też jakiś statek, żeby zdominować może. Zająłem się też technologią. Na początek odpuściłem sobie wszystkie doktryny, zatrudniłem Pana atomówkę, trochę ulepszałem piechotę, czołgi i statki, ALE najbardziej spodobał mi się mój chytry plan – ulepszę jak najszybciej samolot transportowy do maksymalnego poziomu i jak się zacznie na wschodzi i zachodzi to będę nim przerzucał elegancko moje wojska.
    Czas mijał. Zauważyłem, że zaczyna mi ubywać zaopatrzenia. Na szczęście z surowcami nie było problemów, więc podpisałem ponad 30 umów handlowych i było dobrze.

    W 1937 miałem gotowe 2 armie na granicy z Meksykiem – 9 dywizji piechoty, 6 dywizji czołgów i 2 dywizje kawalerii. Z technologią było dobrze. Rozwijałem się powoli w piechocie, czołgach i statkach. Pan Atomówka na razie poszedł do rezerwy. Jedynym problemem był samolot transportowy……baaaardzo powoli szło jego odkrywanie. Wtedy uświadomiłem sobie, że nie wystarczy odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Ważny jest tez czas. Niestety tak zaawansowana technologia pojawiła się na tym świecie dopiero kilka lat później :( Postanowiłem jednak być cierpliwy. Jako Bóg mogłem to zmienić, ale postanowiłem nie ingerować w konstrukcję tego świata.

    Nadeszła długo wyczekiwana chwila ataku!!! – CEL MEKSYK!!! Ale byłem wściekły. Okazało się, że mój „wspaniały” rząd za bardzo lubi Meksyk, żeby im wypowiedzieć wojnę. Przeklęta polityka izolacjonizmu. Szybko przejrzałem wszystkie kraje na południe ode mnie……bez szans ataku na kogokolwiek :(
    Postanowiłem przesuwać się konsekwentnie w kierunku interwencjonizmu. Ta perspektywa nie napawała mnie optymizmem. Cały rok miało trwać przekonywanie, że to dobry pomysł :/ I to minimalna zmiana. Pewnie kilka lat zajęłoby mi doprowadzenie do ataku na Meksyk!!! Podjąłem decyzję o zmianie rządu, co też uczyniłem przy najbliższej okazji. Niestety republikanie okazali się jeszcze bardziej nastawieni na izolacjonizm!!!

    Moja boska cierpliwość została wystawiona na ciężką próbę, ale nie załamywałem się. Wpadłem na kolejny genialny pomysł :). Mając w pamięci przyszłe wydarzenia zawarłem z Polską pakt o nieagresji. Dzięki temu już w 1939 mógłbym przystąpić do wojny przeciwko Niemcom. Plan był prosty. Do 1939 zbrojenia, zbieranie zapasów i rozwój technologii. Wojna z Niemcami, a później wojna z Japonią.
    Mijały miesiące. Niewiele się działo. Moje wojska mobilizowały się jednak bardzo powoli. Zbudowałem w międzyczasie kilka fabryk, ale niewiele to pomogło. Na początku 1939 miałem około 10 dywizji pancernych i 10 dywizji piechoty, a stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze mój plan użycia samolotów transportowych do przerzucenia spadochroniarzy padł zupełnie. Koszt wyprodukowania jednego samolotu był kilkakrotnie większy niż sformowanie oddziału piechoty czy nawet czołgów. W związku z tym moje fabryki, równolegle z produkcją wyposażenia dla wojsk lądowych, musiały zająć się produkcją floty transportowców (czymś musiałem to wojsko przerzucić na wschód). Oprócz tego zacząłem formować oddziały marines do desantu lądowego - na razie niewielkie ilości, około 5 dywizji w 1939r. Po drugie, podjąłem decyzję o budowie lotnictwa z prawdziwego zdarzenia. Dominowałem na morzu. Na lądzie nie miałem szans osiągnąć przewagi militarnej. Być może błędem było formowanie tak dużej ilości dywizji pancernych. Zauważyłem, że wszystkie inne narody koncentrują się na piechocie. Nic to – pomyślałem, jeszcze im pokażę co to znaczy czołg :). Pozostało mi lotnictwo – tutaj miałem szanse na dominację. Moje fabryki zaczęły produkować bombowce i myśliwce….
    Technologię z oczywistych względów skierowałem na lotnictwo. Zatrudniłem ponownie Pana Atomówkę aby pracował nad kolejnym etapem swojej bomby. W małym stopniu ruszyłem również doktryny lotnicze. MOJĄ UWAGĘ zwrócił jednak w tym okresie jeden z działów, którego zupełnie wcześniej nie doceniałem – PRZEMYSŁ. Fabryka forda (i nie tylko) miała mnóstwo pracy w tym okresie. Maszyny liczące i linie produkcyjne dla poszczególnych gałęzi przemysłu wojennego– to był mój cel. Starałem się od czasu do czasu o jakieś nowinki dla piechoty (szczególnie marines) i artylerii.
    W momencie wypowiedzenia przez Niemców wojny nie byłem do niej przygotowany. Stan armii był następujący: około 12 dywizji pancernych, około 14 dywizji piechoty, około 8 dywizji marines, 2 dywizje spadochroniarzy. Marynarka gotowa do przerzucenia armii na wschód i całkiem niezła sytuacja w lotnictwie (ale to był dopiero początek mojej wymarzonej potęgi). Nie liczę tutaj około 20 dywizji na moim zachodnim wybrzeżu i 60 statków, które postanowiłem tam pozostawić na wypadek przykrych niespodzianek ze strony Japonii :)

    W tej sytuacji postanowiłem włączyć się do wojny dopiero podczas ataku na Francję – miałem nadzieję, że Niemcy się trochę wykruszą na Polsce.
    Po ataku na Polskę otrzymałem możliwość przyłączenia się do sojuszu. Zgodziłem się, co zaowocowało papierami na nowe technologie. Dostałem tego mnóstwo od Wlk. Brytanii i Francji za darmo. W zamian zaoferowałem kilka moich odkryć. Później już nie było tak dobrze. Za każde nowe odkrycie musiałem słono płacić - na szczęście moje zasoby ropy i prądu były olbrzymie. To zdarzenie wytyczyło nowy kierunek w moich odkryciach technologicznych. 2 zespoły naukowców zajmowały się wcześniej obranymi przeze mnie celami. Pozostałe 3 zespoły wykorzystywały otrzymaną dokumentację. Było tam bardzo dużo o doktrynach lotniczych, co mnie jako przyszłą potęgę lotniczą bardzo ucieszyło :). Oprócz tego dostałem sporo z piechoty i artylerii.

    Wojna z Polską miała się ku końcowi. Moje prawie 30 dywizji wylądowało we Francji i zajęło pozycję przy granicy z Niemcami. Wysłałem również około 40 statków i 8 dywizji lotniczych. Samoloty stacjonowały w Wlk. Brytanii przeprowadzając regularne naloty na wroga, natomiast flota patrolowała rejon od kanału La Manche po morze Bałtyckie. Postanowiłem zaatakować wroga. Moje 20 dywizji mieszanych na jego 12 (o ile dobrze pamiętam) piechoty. To plus samoloty oznaczało moje błyskawiczne zwycięstwo……ale tylko w marzeniach :) Szybko przekonałem się, że nie będzie łatwo. Moje straty były niewielkie. Druga próba ataku zakończyła się podobnie. Kilka dywizji poszło do piachu. Straciłem też część samolotów, a ci cholerni Francuzi nawet się nie ruszyli z miejsca. To samo Anglicy. Jedyne pocieszenie, to że na morzu rządzimy!!!
    No cóż. Po raz kolejny musiałem zmienić plany :) Postanowiłem siedzieć na granicy tak długo jak się da, a później uciec do Anglii i czekać na lepszy moment do ataku. Skoro moi sojusznicy nie chcą walczyć o swoje ziemie to czemu ja mam walczyć za nich….Trwało to kilka miesięcy. Straciłem większość samolotów, ale niemieckie wojska lądowe stały w miejscu. Pomyślałem, że może się wystraszyli moich dywizji :), jak tak dalej pójdzie to sformuję jeszcze kilka oddziałów i może ich pokonam. Niedługo później wszystko mi się wyjaśniło. Niemcy zaatakowali Holandię i Belgię. Holandia padła bardzo szybko, natomiast Belgia broniła się kilka miesięcy przy wydatnej pomocy mojej i Francji. Dosłałem w międzyczasie 5 dywizji piechoty, ale to nie pomogło. W połowie 1940 wycofałem się tym, co mi pozostało do Wlk. Brytanii (24 dywizje). Straciłem wszystkie samoloty oprócz jednego transportowca. Niemcy zajęły Francję.
    Nastąpił kolejny okres wyczekiwania. Moja flota cały czas patrolowała morza na północy Europy. Wspólnie ze statkami angielskimi, francuskimi i holenderskim praktycznie zlikwidowaliśmy marynarkę niemiecką. Moje straty wyniosły kilka statków, głownie łodzi podwodnych. Czekałem, aż Niemcy uderzą na ZSRR. W kraju cały czas produkowałem wojsko – elitarne oddziały pancerne, piechotę i marines. Nie zapominałem o samolotach. Trwało to mniej więcej rok – do połowy 1941. Gdzieś pod koniec 1940, a może na początku 1941 Niemcy zaatakowały Norwegię. To był jedyny chlubny moment w dziejach mojego narodu jak dotychczas. Wysłałem moje 24 dywizje do Norwegii i nie pozwoliłem jej zająć :). Niemcy stracili kilka dywizji i dali sobie spokój. Od tego momentu moja armia w Europie stacjonowała w Norwegii a statki pływały wokół jej wybrzeży od czasu do czasu zatapiając jakiś wrogi statek.
    W tym okresie moją uwagę zwróciły brygady:)), wcześniej w ogóle ich nie dołączałem do oddziałów. To chyba był kolejny błąd. Moje nowe odkrycia technologiczne dotyczyły tej właśnie dziedziny, a każdy nowopowstały oddział został wyposażony w odpowiednią brygadę. Byłem pewien, że tak przygotowany wreszcie wygram jakąś wojnę :) Niedługo miałem się przekonać czy tak faktycznie będzie. W końcu jestem Bogiem i nie jestem przyzwyczajony do porażek.

    W połowie 1941 zaczęło się dziać. Niemcy przygotowywali się do ataku na ZSRR, a Japonia wypowiedziała wojnę Holandii, czyli automatycznie całemu mojemu sojuszowi. Nadszedł czas, aby zrewidować moje plany. Z postępu technologicznego byłem zadowolony. Piechota i czołgi – dobrze, flota – lepiej niż dobrze, lotnictwo – bardzo dobrze, przemysł – lepiej niż dobrze (z wyjątkiem rakiet i radarów, gdzie było słabo), doktryny lądowe – wreszcie się coś ruszyło, ale raczej słabo (to był mój główny kierunek rozwoju na najbliższy okres), doktryny morskie – dobrze, doktryny lotnicze – lepiej niż dobrze. Moja sytuacja militarna była niezła: Na zachodnim wybrzeżu bez większych zmian -20 dywizji wojsk lądowych i około 70 statków (troszkę ich przybyło, nowe pancerniki VII i eskadra łodzi podwodnych IV). Poza tym 40 statków transportowych na wschodzie i kilka statków do ich eskorty przez Atlantyk. Inwazyjne wojska lądowe liczyły 14 dywizji pancernych, około 20 dywizji piechoty, 25 dywizji marines. Wszystkie z brygadami. Do tego kilka oddziałów piechoty, garnizonów i spadochroniarzy. Lotnictwo!!! Wreszcie osiągnąłem to, o czym marzyłem. Miałem największe lotnictwo na świecie – łącznie około 40 dywizji lotnictwa, różnego rodzaju. Do tego 20 statków w Europie i 24 dywizje lądowe stacjonujące w Norwegii.
    Miałem dwie opcje. Japonia lub Niemcy. Jako, że Niemcy jeszcze nie ruszyły na ZSRR postanowiłem uderzyć częścią wojsk na Japonię, a resztę zostawić na Niemcy. Do tego nieprzerwane formowanie nowych oddziałów piechoty.

    Zanim ruszyłem na Japonię zaczęły się problemy w moim własnym kraju. Ludzie zaczęli się buntować!!! Co jakiś czas zaczęły wybuchać rewolucje…….moim zdaniem to lekka przesada – ja tu się wykrwawiam na wszystkich frontach, kombinuje jak podbić dla nich cały świat, a oni mi się buntują! Coż, trzeba sobie było z tym radzić. Oddziały lądowe nie nadawały się zupełnie do tego celu, przy tak dużym obszarze czas dotarcia do zbuntowanej prowincji mógłby mi zająć kilka miesięcy. Wreszcie przydały się moje samoloty transportowe :))). Zasada była prosta. Bunt – pacyfikacja bombowcami – desant spadochronowy. Trochę uciążliwe, ale skuteczne. Jednocześnie postanowiłem zająć się przyczyną choroby :). Znowu polityka i przekształcanie państwa na bardziej socjalne. Czasochłonne, ale skuteczne. Niestety, kosztem takiego postępowania była armia poborowa. Przez 2 lata działałem w kierunku armii zawodowej, ale teraz musiałem przerwać ten plan.
    Mój plan zakładał zajęcie po kolei wszystkich wysp na Pacyfiku, a później uderzenie bezpośrednio na Japonię. Flota wyruszyła na Wake Island. Było z tym trochę trudności ze względu na jej zasięg, ale od portu do portu i udało się. W ślad za flotą ruszyły transportowce z 18 dywizjami piechoty i czołgów plus 20 dywizji marines do zajmowania wysp. Na południe od Wake Island było zgrupowanie wysp, od których postanowiłem rozpocząć inwazję. Statki transportowe zostawiłem na Wake Island, natomiast reszta floty udała się na rekonesans. Około miesiąca patrolowałem rejon celu ataku. Na każdej wyspie była tylko 1 dywizja piechoty. Pomyślałem, że będzie łatwo :) Moja flota zatopiła kilkanaście statków wroga praktycznie bez strat własnych. Wszystko dobrze się układało. Wracałem właśnie na Wake Island po statki transportowe z wojskiem, kiedy nastąpiła nieoczekiwana niespodzianka :/.
    Nagle moje statki odmówiły posłuszeństwa. Zwolniły i nie chciały pływać szybciej…..Sprawa była poważna. Ja w przeddzień inwazji a tu taka lipa. Zatrzymałem czas i zacząłem analizować sytuację…….Śmieszna rasa Ci ludzie. Na tyle sposobów nauczyli się zabijać, a te ich środki transportu ciągle potrzebują jakąś ropę!!! Nie mogli tego lepiej wymyślić??……eeeehhh skąd ja mogłem wiedzieć, że im coś takiego jest potrzebne. Mało tego. Oprócz ropy trzeba dostarczać inne zaopatrzenie. Skąd ja im teraz to wykombinuje?? Swoją drogą mam tego przecież od cholery w kraju. No to, o co chodzi zastanawiałem się. Nie trwało długo moje główkowanie. Prosta sprawa – okazało się, że nie mam żadnego transportowca do konwoju, wszystkie zatopione. Zapadła decyzja. Plan inwazji odłożony na kolejne kilka miesięcy. Fabryki - pełna produkcja na konwoje i obstawę do nich. Technologia – pełna moc na konwoje, zaopatrzenie i naprawę uszkodzonych jednostek.

    Na początku 1942 wszystko było już w porządku. Pół roku straty przez brak zaopatrzenia. Skandal!!! Japończycy kilka razy proponowali pokój, ale wściekłem się i postanowiłem, że nikomu nie odpuszczę. Niemcy ruszyły na ZSRR. Dobrze, za parę miesięcy ja będę we Francji :). W międzyczasie wycofałem się na wyspę Midway i tam uzupełniłem zaopatrzenie. Japończycy bez walki zajęli Wake Island. To był mój pierwszy cel. Do pomocy ściągnąłem 4 eskadry bombowców, ale nie było w pobliżu lotniska, z którego mógłbym startować. Na razie samoloty zostały w domu, a na Wake Island ruszyły transportowce z marines. Bitwa trwała krótko.
    Wake Island było moje. Krótka przerwa na przegrupowanie. Samoloty wylądowały na Wake Island, ale było jeszcze zbyt daleko do wysp na południu. Postanowiłem zająć na początek jedną wyspę z lotniskiem, a później samolotami bombardować sąsiednie wyspy. Transportowce ruszyły. W międzyczasie moja flota bez problemów posłała na dno kilka japońskich statków. Nastała godzina zero. Statki ostrzeliwały wybrzeże a marines ruszyli na japończyków………..bitwa trwała kilka dni. 20 dywizji na 1!!! I przegrałem :/ , moje oddziały się zdezorganizowały.
     
Status Tematu:
Zamknięty.

Poleć forum