Polska AAR od 2003

Temat na forum 'HoI II - AARy' rozpoczęty przez Memphis, 23 Grudzień 2012.

Status Tematu:
Zamknięty.
  1. Memphis

    Memphis User

    Prolog

    [​IMG]

    Polska u progu XXI wieku była krajem biednym i słabym. Rządzona przez Sojusz Lewicy Demokratycznej Rzeczpospolita cierpiała z powodu rosnącej lawinowo korupcji, poważnych trudności z bezrobociem oraz tworzenia się powiązanych ze sobą karteli polityczno – gospodarczych. Dla dziesiątek tysięcy młodych ludzi pierwsze lata XXI wieku oznaczały bezrobocie i brak jakichkolwiek perspektyw. Społeczeństwo, choć nie potrafiło poradzić sobie z rosnącymi trudnościami, nie potrafiło jednak dostrzec, że wina za taki stan rzeczy leży po stronie działaczy SLD, którzy oferując wyborcom rozbudowane świadczenia socjalne nie wspominali o kosztach jakie należy ponieść aby te ambitne plany zrealizować. Podobne stanowisko zajmowała prawica, która różniła się od lewej strony sceny politycznej, głównie postulatami rozliczenia działaczy komunistycznych, działających w czasach PRL. Polska Rzeczpospolita Ludowa była dla wielu środowisk tematem tabu. Z jednej strony chwalono czasy minione za rozbudowanie przemysłu i stworzenie miejsc pracy dla mas, często zapominano jednak o braku całkowitej niezależności państwa polskiego.

    [​IMG]

    Tęsknotę za starymi czasami najlepiej było widać w życiu politycznym. Prezydentem był jeden z bardziej znanych działaczy PZPR z ostatnich lat jej istnienia, Aleksander Kwaśniewski, który zdołał utrzymać się na stanowisku prezydenta pomimo niezbyt mądrze prowadzonej kampanii wyborczej w roku 2000. Rok później zwycięstwo wyborcze odnieśli zwolennicy szeroko rozumianej lewicy, z Leszkiem Millerem na czele. Polacy Na początku 2003 roku nadal wierzyli w zapewnienia SLD o ich ciężkiej pracy dla naprawy zastanej sytuacji, jednak już niebawem wiara ta miała przerodzić się w zdecydowaną niechęć wobec władz państwowych, utożsamianych z członkami Sojuszu.
    Armia starała się trzymać z daleka od polityki, jednak nie zawsze było to możliwe. Decyzje polityczne poprzednich rządów uczyniły z Polski członka Paktu Północnoatlantyckiego. Decyzje poprzednich gabinetów zmusiły polski sztab generalny do rozpaczliwego poszukiwania nowoczesnego sprzętu wojskowego, którego brakowało. I wreszcie to decyzje polityczne obecnego rządu miały wywołać wzrost niezadowolenia wśród oficerów zawodowych, których poinformowano o planach „profesjonalizacji” armii.

    [​IMG]

    Media, skutecznie oddzielane od tego, co działo się w wojsku nie wiedziały, że wśród zawodowych oficerów, zwłaszcza tych sprawujących wyższe urzędy zaczyna dojrzewać idea wprowadzenia do rządu ludzi, którzy realizowali by ich plany. Plany przewidujące budowę silnego niezależnego państwa, które nie zawahałoby się przed przeprowadzeniem interwencji na ziemiach sąsiadów, gdyby zaszła taka potrzeba. Przyczyną pierwszego poważnego konfliktu pomiędzy wojskowymi, a rządem była kwestia nowego okrętu przewidzianego dla polskiej marynarki wojennej ORP „Ślązak”, nowoczesną fregatę rakietową, której potrzebowano, czym prędzej do działań patrolowych na Bałtyku. Oficerowie marynarki wojennej doskonale zdawali sobie sprawę z trudności gospodarczych państwa polskiego, ale bardziej od trudności gospodarczych troszczyli się o zapewnienie bezpieczeństwa polskiemu wybrzeżu.
    Działania polskiego rządu, wobec armii nie były zbyt sensowne. Armia mogła obalić rząd w każdej chwili, rzecz jasna gdyby tylko znalazł się oficer, który zdecydował by się na podjęcie takiego kroku. Wojsko Polskie było 16 na świecie pod względem liczebności. Jeśli chodzi o siłę marynarki wojennej, Polacy zajmowali 18 miejsce, i 21 w zestawieniu sił lotniczych. Owszem, wiele jednostek było wyposażonych w sprzęt przestarzały, pamiętający czasy Zimnej Wojny i wymagało szybkiej wymiany, jednak gdyby żołnierze, zwłaszcza zawodowi chcieli protestować, to i złom którym dysponowali wystarczyłby w zupełności do przejęcia kontroli nad głównymi punktami w kraju.

    [​IMG]

    Gdy w nocy z 22 na 23 marca rozpoczęła się amerykańska interwencja wojskowa w Iraku, w Warszawie doszło do spotkania przedstawicieli polskiego sztabu generalnego z premierem i prezydentem kraju. Nie wiadomo jak wyglądały rozmowy pomiędzy obiema stronami. Nie wiadomo do końca, jakie argumenty podniosła jedna i druga strona. Wiadomo jedynie, że za pośrednictwem polskiej linii połączono się z przeprowadzającym ćwiczenia w Zatoce Perskiej pododdziałem Gromu, specjalnego polskiego oddziału komandosów, do zadań specjalnych.

    [​IMG]

    Oficjalnym przyczynkiem do przeprowadzenia akcji wspierających inwazję amerykańską na Irak, było zdaniem polskich czynników rządowych, członkostwo polski w NATO. W praktyce jednak była to ostatnia próba sił pomiędzy rządem, a kołami wojskowymi… Kolejne miesiące miały pokazać, że nie ostatnia.


    Technikalia:
    - MDS 2 pod HoI 2 Armagedon 1.2
    - PiPa,
    - tło do eventów z WtV.
     
  2. Memphis

    Memphis User

    I​

    Pierwsze dni kwietnia, kiedy cały świat poznał już stanowisko Rzeczpospolitej Polskiej w sprawie działań amerykańskich przeciwko Irakowi, przyniosły wiele nieoczekiwanych zdarzeń. Pierwszym z nich była postępująca ewakuacja 5 rosyjskich brygad (zdaniem polskiego wywiadu wojskowego), z obwodu kaliningradzkiego. Wieści te wywołały wzrost napięcia w polskich bazach marynarki wojennej. Podjęto decyzję o rozpoczęciu patrolowania własnych wybrzeży w obawie przed rosyjskimi prowokacjami, tym bardziej, że w rejonie stwierdzono obecność kilku nierozpoznanych okrętów podwodnych.

    [​IMG]

    Na patrol przeciwko rosyjskiej eskadrze wyruszyły trzy polskie jednostki. Przestarzały niszczyciel ORP „Warszawa” eskortowany przez dwie fregaty ORP „Generał Kazimierz Pułaski” i ORP „Generał Tadeusz Kościuszko”. Dowodzenie nad zespołem objął admirał Karweta. Nawiązanie kontaktu z flotą rosyjską nastąpiło po godzinie od wyjścia z portu. Na ekranach radarów polskich jednostek zauważono trzy niezidentyfikowane kontakty. Z pokładu „Generała Tadeusza Kościuszki” wystartował śmigłowiec rozpoznawczy, który zbliżył się do ujawnionych kontaktów. Załoga nawiązała kontakt wzrokowy z Rosjanami, którzy kontynuowali załadunek. W nocy w powietrze wzbiła się pojedyncza maszyna z 30 Kaszubskiej Eskadry Lotniczej. Samotny AN-28E korzystając z zezwolenia na przelot zdołał wykonać dokładne zdjęcia przedstawiające załadunek wojsk rosyjskich na pokłady własnych statków transportowych. Dwie jednostki znajdowały się na podejściach do portów, podczas gdy trzecie przebywała w porcie gdzie przyjmowała na swój pokład ludzi i uzbrojenie.
    W tej sytuacji eskadra polska, która przez cały dzień pozostawała na pozycjach pozwalających na natychmiastowe przechwycenie wrogich jednostek zdecydowała się przejść w kierunku na Gotlandię, spodziewając się, że w ten sposób uda się zlokalizować trasę przerzutu sił rosyjskich. Rosjanie jednak odeszli w stronę Cieśnin Duńskich. W ślad za nimi wyruszyły dwa AN-28E, które jednak nie zdołały odzyskać kontaktu z eskadrą rosyjską. Dopiero rankiem 2 kwietnia ponownie namierzono jednostki rosyjskie. Polskie samoloty zdecydowały się przerwać patrolowanie nad Cieśninami Duńskimi, tym bardziej, że Rosjanie zachowywali się nadzwyczaj spokojnie.

    [​IMG]

    Tego samego dnia świat dowiedział się o powstawaniu kolejnej Osi. Tym razem wspólną politykę gospodarczą, wymierzoną w pozostałych partnerów zaczęły tworzyć Paryż, Berlin i Moskwa. Prezydent Władimir Putin zdecydował się skomentować uwagi niektórych zachodnich dziennikarzy, odnośnie tworzenia się kolejnego nieformalnego sojuszu słowami, które zaskoczyły wielu. „Owszem, tworzymy nowe struktury. Przez wiele lat Rosja nie podejmowała tego typu działań, co prowadziło do osłabienia pozycji naszego państwa. Ale teraz musimy nadrobić zaległości z lat ubiegłych”.

    [​IMG]

    Chwilowy spokój w Polsce po ostatnich wydarzeniach panował do 15 kwietnia, kiedy to rząd oficjalnie poinformował społeczeństwo o swoim całkowitym wsparciu dla działań wojsk USA w Iraku. Tymczasem amerykańska ofensywa, wspierana przez lotnictwo i siły specjalne Wielkiej Brytanii utknęła w martwym punkcie. Wojska amerykańskie nie miały dość sił, aby samodzielnie przełamać impas na froncie. W tej sytuacji zapowiedź rządu w Warszawie o wysłaniu do Iraku pewnej ilości własnych wojsk, które oficjalnie nie miały brać udziału w walkach, spadła amerykańskim sztabowcom z nieba.

    [​IMG]

    Jako pierwsze wysłane do Iraku miało zostać polskie lotnictwo. Do wzięcia udziału w operacji „Iracka Wolność”, przewidziano 2 Skrzydło Lotnictwa Taktycznego. Tworzyły je trzy eskadry: 3,2 i 6 Eskadra Lotnictwa Taktycznego. Dowódcą całego skrzydła został generał dywizji Roman Iwaszkiewicz. Pierwszym celem operacyjnym 2 SLT było przedostanie się do baz lotniczych koalicji antyirackiej w Abdali, skąd polskie samoloty miały atakować cele w Środkowym Iraku. Wylot pierwszej tury polskich maszyn z własnych baz odbył się już 17 kwietnia.

    [​IMG]

    Choć pojawienie się polskich oddziałów w strefie konfliktu wywołało sporo kontrowersji w kraju, doszło nawet do manifestacji antywojennych, to jednak Polska bardzo szybko zaczęła odczuwać korzyści płynące z sojuszu. Już 18 kwietnia Polacy otrzymali pierwszą partię różnego rodzaju technologii, które należało czym prędzej wprowadzić do użytku w wojsku i strukturach cywilnych, a których opracowanie na własną rękę pochłonęłoby znaczne koszty. Sponsorami tych wzmocnień byli Amerykanie i Brytyjczycy. Udział wojsk polskich, który tak wielu krytykowało, zwłaszcza przedstawiciele skrajnej lewicy (Federacja Anarchistyczna itp), bardzo szybko zaczęło przynosić pierwsze korzyści.
    Tymczasem polscy lotnicy nie podejmowali żadnych akcji bojowych. Ograniczono się jedynie do lotów patrolowych. Dwie maszyny z 6 Eskadry Lotnictwa Taktycznego dokonały przelotu na dużej wysokości w rejonie Bagdadu, w ich stronę wystartował jeden z ocalałych po Pustynnej Burzy irackich Su-17, który jednak nie zdołał zbliżyć się do idących na dużej wysokości Su-22.
    Jednocześnie w dniach 18 – 19 kwietnia Amerykanie podjęli wreszcie działania zaczepne przeciwko siłom irackim i po ciężkich walkach zdołali wkroczyć do Al-Rutbah. Jeśli polski rząd zamierzał uaktywnić jeszcze jakieś siły do udziału w walkach w Iraku to powinien się spieszyć. Sytuacja ogólna stawała się coraz bardziej niekorzystna dla wojsk irackich. Do udziału w operacjach powietrznych już niebawem mieli wejść także polscy lotnicy.

    [​IMG]

    20 kwietnia 2003 roku niebo nad Mosulem było pochmurne. Powoli nadchodził świt, zegarki przygotowujących swoje pojazdy żołnierzy 1 Dywizji Zmechanizowanej wskazywały godzinę 6.00 czasu lokalnego, gdy ponad ich głowami przeleciało nagle na niewielkiej wysokości kilka odrzutowców Suhoj. Przez chwilę Irakijczycy myśleli, że są to ich własne siły lotnicze, które prowadzą patrole wzdłuż granicy iracko – tureckiej, jednak w momencie gdy od prowadzącej maszyny oderwało się kilka rakiet, które ciągnąc za sobą czerwone warkocze uderzyły w budynki sztabowe, nikt pozostający na terenie parku maszyn nie miał wątpliwości, że rozpoczął się nieprzyjacielski nalot. Kolejne odrzutowce pojawiły się teraz nad parkiem maszynowym. Samoloty zrzuciły ładunek bomb i ruszyły w ślad za znikającymi za horyzontem „sukami” z pierwszej grupy, która zaatakowała sztab. Trzecia grupa złożona dodatkowo z kilku Migów 23* ostrzelała i zniszczyła koszary 2 pułku wchodzącego w skład dywizji. Ataki trwały przez następną godzinę, przynosząc poważne straty zaskoczonym na ziemi oddziałom irackim. Łupem lotnictwa padło 30 pojazdów pancernych różnych typów, w tym 15 czołgów. Oprócz tego zniszczono szereg ciężarówek, łazików i samochodów osobowych pozostających na stanie dywizji. Zginęło 200 żołnierzy irackich, 500 zostało rannych. Bez strat obyło się za to wśród atakujących. Polskie samoloty biorące udział w ataku odniosły zdecydowany sukces. Irackie stacje radarowe pomimo namierzenia pierwszej fali nadlatujących maszyn nie były wstanie przekazać koordynatów do oddziału artylerii plot.. Wszystkie samoloty w nienagannym stanie wróciły do bazy w Abdali.
    Powtórka porannego ataku na Mosul nastąpiła wieczorem, około 23 czasu lokalnego. Ponownie operujące z Abdali 2 Skrzydło Lotnictwa Taktycznego zaatakowało siły irackie stacjonujące w Mosulu. Lotnicy po raz kolejny zanotowali wiele zniszczonych celów naziemnych u nieprzyjaciela, jednakże wobec braku odpowiednich urządzeń do namierzania ataki odbywały się w zdecydowanie gorszych warunkach. Po trzecim nalocie na Mosul, który nastąpił w dniu 22 kwietnia o godzinie 6.00 zdecydowano się zrezygnować z dalszych akcji ofensywynych, w związku z usterkami jakie coraz częściej występowały w maszynach należących do 6 Eskadry Lotnictwa Taktycznego. Pojawiły się nawet propozycje wycofania jej z akcji ofensywnych, na to jednak nie chciał zgodzić się generał Iwaszkiewicz, który uważał, że zaangażowanie całego Skrzydła pozwoli na osiągnięcie lepszych efektów. Do lotów patrolowych ruszały więc tylko pojedyncze Su-22, którym udało się jednak odnotować kilka sukcesów.
    Tymczasem 26 kwietnia wojska amerykańskie zajęły Tikrit. Dla polskiego dowództwa stało się jasne, że aktywny udział w operacji irackiej mogą wziąć tylko siły lotnicze. Aby jednak zachować w tajemnicy działania polskiego lotnictwa, Polska bowiem oficjalnie nie wypowiedziała wojny Irakowi, na polskich maszynach zamalowano szachownice, aby uniknąć wykrycia. Od momentu zajęcia Tikritu w powietrzu znów pojawiły się polskie maszyny, które prowadziły patrole nad obszarami podległymi jeszcze wojskom wiernym Saddamowi Husajnowi. Do końca kwietnia nie napotkano żadnych maszyn irackich.

    *Zdaniem wersji gry i poprawek, które posiadam Migi 23 znajdują się na wyposażeniu 2 ELT, 6 ELT dysponuje Su-27... Tych ostatnich starałem się unikać, chyba, że naskrobię event o ich zakupie, który jest równie prawdopodobny jak wspólna sesja Kaczyńskiego i Tuska dla Playboy'a.
     
  3. Memphis

    Memphis User

    II

    [​IMG]

    Maj przyniósł zmiany w dowództwie lotnictwa i marynarki wojennej. Miejsce poprzednich dowódców, admirała Łukasika i generała Olszewskiego mieli zająć admirał Krzyżelewski i generał Targosz, lub nieco mniej popularni Czajkowski i Andrzejewicz. Ostatecznie wybór padł na Krzyżelewskiego i Targosza. Wydaje się, że decydujące okazało się wsparcie polityków opozycji, którzy uważali obu oficerów za zdecydowanie bardziej apolitycznych, niż ich konkurenci. Pozostaje jednak faktem, że również ich poprzednicy nie angażowali się politycznie.

    [​IMG]

    Tymczasem polskie siły lotnicze w Iraku przeprowadziły uderzenia na węzły drogowe w okolicach Mandali. Poważnie osłabiona 6 Eskadra Lotnictwa Taktycznego również wzięła udział w akcjach ofensywnych wymierzonych w instalacje obronne rozmieszczone wzdłuż dróg, jednakże aktywnych pozostawało jedynie 47% maszyn, które skierowano do Iraku. W bazie lotniczej w Abdali trwały gorączkowe prace nad doprowadzeniem popsutych Migów do stanu używalności, co wywoływało zdziwienie na twarzach amerykańskich techników obserwujących zmagania ich polskich kolegów. Dla przeciętnego amerykańskiego mechanika naprawiane przez Polaków maszyny nadawały się tylko na złom, a mimo tego ciężko pracowano nad doprowadzeniem ich do stanu używalności. Zdziwienie budził również fakt, że przy uszkodzonych samolotach oprócz mechaników i obsługi naziemnej kręcili się także piloci, którzy w miarę własnych umiejętności starali się pomóc kolegom w zlokalizowaniu usterek. W US Air Force tego nie było. Jeżeli amerykański Tomcat wracał uszkodzony to zadaniem obsługi technicznej było doprowadzenie go do stanu używalności. Jeśli nie udawało się tego dokonać w pewnych określonym przepisami czasie samolot szedł na części, a w jego miejsce przychodziła nowa maszyna wprost z fabryki. Pod wpływem zdziwienia i narastającego podziwu Polakom na miarę swoich możliwości zaczęli pomagać Amerykanie, dla których praca przy polskich samolotach była niemalże niczym wycieczka do muzeum techniki lotnictwa.

    [​IMG]

    Na początku maja do kraju zaczęły docierać informacje związane z udziałem polskiego lotnictwa w atakach na pozycje irackie. Jakby tego było mało część mediów zaczęło informować o różnego rodzaju propozycjach korupcyjnych składanych przez znanego polskiego producenta filmowego, niejakiego Lwa Rywina, który miał występować w imieniu tzw., „grupy trzymającej władzę”. Nikt nie wiedział kto wchodzi w jej skład, jednak pojawiały się pewne zakulisowe sugestie wskazujące na premiera Millera. Żeby było ciekawiej, w ostatnich czasach Rywin, który przygotowywał kolejne filmy produkował coraz większe „gnioty”. Najtragiczniejszym przykładem spadku formy producenta „Listy Schindlera”, była adaptacja niezwykle popularnej książki Andrzeja Sapkowskiego. W tym kontekście część społeczeństwa zaczęła mówić o podjęciu przez Rywina kolejnej próby zaistnienia w mediach.

    [​IMG]

    Polskie lotnictwo w Iraku kontynuowało naloty na Mandali, aż do 12 maja 2003 roku. Tego dnia o godzinie 3 nad ranem doszło do pierwszego w historii nalotu polskiego lotnictwa na Bagdad. Polacy zbombardowali elektrownie w mieście, co umożliwiło przeprowadzenie nalotu amerykańskim śmigłowcom szturmowym AH-64 Apache. Krążące nad celem szturmowce i pojedyncze myśliwce otaczały kłęby dymu i wysokie słupy ognia wywołane przez detonacje bomb i rakiet. W powietrzu pojawiły się dwa irackie Su-20, które padły łupem polskich Migów – 29. Pierwsze zestrzelenie od czasów II Wojny Światowej było działaniem w samoobronie. Idące na dużym pułapie Migi 29 zostały namierzone przez irackiego Su-20. Lecące w ślad za I kluczem 3 Migi weszły na ogon Irakijczyka. Gdy ten nie przerwał namierzania pierwszej grupy Migów, prowadzący drugi klucz porucznik Stefański otworzył ogień z krótkiego dystansu, uzyskując kilka bezpośrednich trafień z działka pokładowego. Płonący Su-20 stanął w ogniu i runął na ziemię w kłębach dymu. Jako, że działania zostały podjęte w strefie oficjalnie zdemilitaryzowanej, a stroną atakującą byli Irakijczycy wiadomość o zestrzeleniu irackiej maszyny podano w oficjalnych polskich mediach. Po raz kolejny przez prasę, radio, telewizję i internet przewaliło się dziesiątki mniej i bardziej zasadnych dyskusji. Fakt zestrzelenia irackiego samolotu nie wywołał jednak żadnej reakcji ze strony innych państw arabskich, które do tej pory głośno krytykowały udział Polaków w interwencji.

    [​IMG]

    17 maja, pięć dni po ostatnich doniesieniach medialnych z Iraku premier Miller zdecydował się przeprowadzić szybką rekonstrukcję swojego rządu. Z rządu zwolnieni zostali dotychczasowi ministrowie finansów oraz szef MSW. Ich miejsce zajęli bardzo dobrze rozpoznawalni Leszek Balcerowicz i Józef Oleksy. Ten ostatni starał się unikać dziennikarzy – włączenie go do rządu, akurat w chwili gdy pojawiły się pewne ślady łączące go ze sprawą Rywina. Oleksy zdecydował się na zachowanie milczenia, które pozwoliło mu na przetrwanie ciężkiego okresu, jednakże na SLD po raz kolejny spadło odium krytyki. Równolegle minister finansów Leszek Balcerowicz zapowiedział, że czas zaciskania pasa dobiegł końca. Zaczęto mniej, lub bardziej oficjalnie mówić o obniżeniu podatków i stóp procentowych. Wydawało się, że reformy ekonomiczne mają na celu wyciągnięcie SLD z dołka i choćby na krótko zwiększenie poziomu zaufania społecznego dla partii rządzącej. Zmiany te zostały jednak szybko skrytykowane przez opozycję, która uznała ją za zwyczajną zagrywkę pod publiczkę.
    Oleksy zdecydował się rozpocząć działania dopiero po kilku dniach. Jednakże jego działalność ograniczyła się do dania zielonego światła dla stworzenia polskich siatek wywiadowczych w Iranie, Iraku, Jordanii i Kuwejcie. Zdaniem specjalistów pracujących w polskich służbach specjalnych działania te były obliczone na rozpoznanie ewentualnych potrzeb krajów arabskich, z którymi po zakończeniu walk z Husajnem trzeba było na nowo ułożyć stosunki dyplomatyczne. Działania te nie przyniosły jednak oczekiwanych skutków. Wiadomość o tej jakże poważnej prestiżowej porażce nie mogła dostać się do mediów, które węszyły kolejny spisek wokół odmawiającego kontaktów z prasą szefa MSW.

    [​IMG]

    W tym kontekście szczególnie głupie było tworzenie siatki szpiegowskie na terenie Kuwejtu, który od lat pozostawał domeną wywiadu amerykańskiego. CIA nie lubiło gdy ktoś pojawia się na jego terytorium, a działania Polaków nie poprawiały humoru szefostwu tej potężnej organizacji. Mimo tego Oleksy nie zdecydował się podporządkować swoich agend amerykanom. Chwilami pracownicy Agencji Wywiadu odnosili wrażenie, że ich nowy szef pozostaje mentalnie w epoce zimnej wojny, gdy każdy szpiegował każdego. Szef MSW rozgrywał jednak w ten sposób swoją kartę. W otoczeniu swoich partyjnych kolegów po raz kolejny zaczynał urastać do roli kogoś, kto może objąć urząd premiera i doprowadzić misję lewicowego rządu do końca, a przynajmniej uratować SLD przed całkowitym blamażem.

    [​IMG]

    T-72M 9BKPanc z Braniewa.

    24 maja polskie siły lotnicze w Iraku zakończyły pierwszy etap działań operacyjnych. Amerykanie zastopowali swoją ofensywę. Ich czołówki stały co prawda u bram Bagdadu, jednak atak na miasto pozostawał ponad siły wojsk amerykańskich. Po raz kolejny pojawiła się koncepcja ściągnięcia nad Tygrys i Eufrat polskich wojsk lądowych. Do udziału w operacjach lądowych na terenie Iraku zaczęto przygotowywać dwie polskie jednostki. Były to 9 Brygada Kawalerii Pancernej, oraz 1 Pułk Specjalny. 9 BKP miała wziąć udział w walkach jako jednostka wojsk NATO, które w dniu 23 oficjalnie uznało Irak za państwo rządzone przez terrorystów. Pozwoliło to Amerykanom na wezwanie kolejnych członków NATO do wysłania w ten rejon swoich wojsk. W Europie nie było zgody co do tej kwestii. Niemcy i Francuzi choć nie wchodzili w skład głośno protestowali przeciwko udziałowi jakichkolwiek sił europejskich w walkach w Iraku. Na forum ONZ pojawiały się nawet głosy, określające działania w Azji Mniejszej, jako przejaw amerykańskiego imperializmu.
    Trudno powiedzieć kto ostatecznie miał rację. Zwolennicy interwencji, czy też jej przeciwnicy. Faktem pozostawało, że jak na razie na interwencji najwięcej zyskali Polacy, którzy oprócz doświadczeń zdobytych na polu walki w Iraku dostali także sporo nowych technologii, na których opracowanie normalnie musieliby bardzo długo czekać.
     
  4. Memphis

    Memphis User

    III

    [​IMG]

    O ile maj rozpoczął się od dosyć nerwowych działań personalnych w polskim sztabie generalnym, o tyle czerwiec okazał się pod tym względem niezwykle spokojnym okresem. Jedynym poważniejszym procesem decyzyjnym przeprowadzonym w dowództwie wojsk lądowych było przeforsowanie dalszego wzmocnienia polskiego kontyngentu w Iraku. Do wsparcia 9 Brygady Kawalerii Pancernej oraz 1 Pułku Specjalnego zdecydowano się wysłać również 7 Brygadę Zmechanizowaną. Decyzja ta wywołała sporo komentarzy w kraju. Mówiono o zrobieniu z polskiego wojska formacji najemnej wykorzystywanej przez Amerykanów do realizowania swoich interesów w Iraku i Afganistanie, mało kto jednak wysuwał w dyskusji argument podnoszony przez oficerów zawodowych Wojska Polskiego – udział w operacji „Iracka Wolność” był doskonałym poligonem dla żołnierzy i oficerów. Ponadto dawał także możliwość przetestowania sprzętu w warunkach bojowych. Uzbrojenie zaś było największą bolączką polskiej armii.

    [​IMG]

    Wrak irackiego SU-20, zestrzelonego przez polskie lotnictwo

    Tymczasem polskie lotnictwo w Iraku zostało skierowane na zasłużony odpoczynek. Pomimo wielu prób szereg uszkodzonych samolotów bojowych nie odzyskał pełnej sprawności, co mogło w przyszłości stać się przyczyną do utraty sprawności bojowej przez polskie jednostki. Dlatego też dowódca jednostki podjął decyzję o wycofaniu się z działań operacyjnych. Sukcesy taktyczne polegały głównie na braku strat własnych, poniesionych w wyniku działań nieprzyjaciela, zniszczeniu szeregu mniej lub bardziej znaczących instalacji wojskowych na terenie całego Iraku, a także na zdobyciu nowych doświadczeń przez pilotów Skrzydła. Największym sukcesem było zestrzelenie jednego z ocalałych irackich Su-20, które stało się głośno komentowaną w polskich mediach sprawą. Pilot który zestrzelił przeciwnika stał się bohaterem dla jednych i „zbrodniarzem wojennym” dla drugich. Pod jego domem we Wrocławiu pojawiło się wielu zwolenników i przeciwników interwencji polskich sił zbrojnych w Iraku. Świadczyło to o dużym zainteresowaniu społeczeństwa tematami bieżącymi. Jednakże rosnąca ilość przeciwników wspierania Amerykanów, i niepopularność tej pseudo wojny zaowocowała wzrostem nieufności dla mediów w sztabie generalnym. Zdecydowano, że w przyszłości wszelkiego typu działania wymierzone w wojska irackie będą nie podawane do publicznej wiadomości, zaś żołnierze w nich uczestniczący otrzymają stosowne rozkazy dotyczące zachowania milczenia.

    [​IMG]

    Powodów do kontynuowania operacji prowadzonych w Iraku dostarczyli Amerykanie. 11 czerwca ambasador Rzeczpospolitej Polskiej w Waszyngtonie otrzymał kolejny zestaw dokumentacji wojskowej, traktowanej jako pomoc wojskowa dla Polski, przekazywana przez władze amerykańskie. Dokumentacja wojskowa okazała się niezwykle przydatna i zdaniem pracujących w ambasadzie w amerykańskiej stolicy ekspertów mogła pozwolić na szybkie dopasowanie panujących w US Army standardów do warunków polskich.

    [​IMG]

    Gorsi od Amerykanów nie chcieli być Brytyjczycy, którzy wysłali do Polski kilka swoich jednostek lotniczych w celu przeprowadzenia szkolenia własnych sił. Wspólne manewry lotnicze zakończyły się dla Royal Air Force totalnym blamażem – zdecydowanie słabsze, gorzej wyposażone i korzystające z systemów komunikacyjnych z lat 70., polskie lotnictwo zwyciężyło w grze wojennej. Co więcej praktycznie od pierwszych godzin prowadzenia operacji to słabsi teoretycznie Polacy przejęli dominację w powietrzu. Po zakończeniu manewrów w dniu 12 lipca brytyjscy wojskowi zdecydowali się pozostawić w Polsce nagrodę za zwycięstwo. Do ambasady Rzeczpospolitej w Londynie wysłane zostały dokumenty dotyczące używanych przez siły brytyjskie systemów komunikacyjnych, ich dokładne plany techniczne i różnego rodzaju materiały szkoleniowe pozwalające na wdrożenie ich w polskich siłach zbrojnych. Przy tej okazji jeden z oficerów brytyjskich miał powiedzieć: „Dobrze, że Polacy nie latają na drzwiach od stodoły. I tak by nas skopali, ale przynajmniej wstyd mniejszy”.

    [​IMG]

    Tymczasem działania wojenne w Iraku wznowili Amerykanie. Przetrzebiona przez polskie lotnictwo w maju i kwietniu stacjonująca na północy iracka „2 Armia” została bez większych trudności wyparta z Mosulu, o który toczyły się ciężkie walki. Ostatecznie dopiero wsparcie lotnicze, które zapewniły bombowce B-2 Spirit zdołało sparaliżować główne punkty oporu nieprzyjaciela. Nie bez znaczenia było także nasilanie się działań partyzanckich na tyłach wojsk amerykańskich, które zaangażowały się w ciężkie walki z opóźniającymi ich postępy rebeliantami. Zyskujące na czasie wojska irackie przygotowywały wiele punktów oporu, przez proste bunkry uzbrojone w jeden karabin maszynowy, poprzez mieszane pozycje obronne złożone z bunkrów, pól minowych i zamaskowanych stanowisk dla nielicznych pojazdów pancernych. Saddam Husajn zyskiwał na czasie, wojna, która miała zakończyć się po kilku dniach spektakularną porażką armii irackiej zaczynała się coraz bardziej wydłużać. Na froncie bagdadzkim 20 czerwca iracki rolnik zestrzelił, tak przynajmniej wydarzenie przedstawiały wszystkie media arabskie, amerykański śmigłowiec Apache, przy pomocy zwykłego karabinu myśliwskiego. Doniesienie wydawało się nieprawdopodobne, jednak amerykanie potwierdzili fakt utraty pokazywanej na zdjęciach wykonanych przez iracką telewizję, maszyny. Jako oficjalną przyczynę katastrofy, dowództwo Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych podało, rzecz jasna w oparciu o informacje zestrzelonych pilotów, „defekt tylnego wirnika, który doprowadził do utracenia sterowności”.

    [​IMG]

    Niemcy nie są zadowolone z polityki niektórych państw europejskich prowadzonej w sprawie interwencji amerykańskiej w Iraku

    Równolegle do oblężonego przez Amerykanów Bagdadu zaczynała napływać pomoc międzynarodowa. Swoich doradców wojskowych, oczywiście nieoficjalnie wysłali Rosjanie i Chińczycy. Francja i Niemcy rozpoczęły na forum międzynarodowym wielką kampanię przeciwko wojnie w Iraku. Na gruncie europejskim najbardziej poszkodowana przez działania dyplomacji francuskiej i niemieckiej została Polska. Rosjanie oprócz wsparcia wojskowego udzielili także różnym organizacjom mniej lub bardziej oficjalnie związanym z reżimem Husajna kredytów na zakup uzbrojenia w Rosji, i choć oficjalne czynniki moskiewskie nie potwierdzały tych doniesień, to jednak amerykańskie satelity wykryły kilkadziesiąt nowych pojazdów pancernych i śmigłowców bojowych produkcji rosyjskiej. Strona rosyjska stwierdziła, że jest to sprzęt utracony podczas niedawnych działań zbrojnych w Czeczenii, przejęty przez bojowników islamskich i sprzedany Husajnowi już jakiś czas temu. Teraz, gdy sytuacja zaczynała stawać się coraz bardziej napięta sprzęt wyciągnięto z magazynów… Choć nikt nie wierzył w rosyjskie rewelacje, media nie odważyły się na poddanie w wątpliwość oficjalnego stanowiska Kremla.
    Tymczasem 22 czerwca trzy polskie jednostki wylądowały w amerykańskiej bazie wojskowej w Abdali. 3 Brygada Kawalerii Pancernej wraz z 7 Brygadą Zmechanizowaną zostały skierowane do Tikritu, z okolic którego Amerykanie zamierzali wyprowadzić uderzenie na Kirkuk i Mandali, co pozwoliło by na zamknięcie wojsk irackich w dwóch izolowanych od siebie kotłach. Pierwszym w okolicach Bagdadu, gdzie liczono na zniszczenie irackiej „1 Armii” i drugim północnym, znajdującym się przy granicy z Iranem, który nie zajmował oficjalnego stanowiska w związku z amerykańskimi działaniami w sąsiednim kraju. Dowódcy poszczególnych oddziałów irackich, wchodzących w skład „2.Armii”, planowali iż w przypadku rozbicia ich frontu i utraty łączności z Bagdadem, pozostałości ich sił przejdą granicę z Iranem, gdzie armia iracka miałaby zostać internowana. Operacja ta nie była jednak do końca przemyślana – Iran nie zgadzał się na przyjęcie na swoje terytorium żadnych wojsk, a zwłaszcza irackich. Operacja tego typu byłaby tym trudniejsza, że wymagałaby de facto porzucenia własnego kraju. Z ujawnionych później dokumentów podpisywanych min., przez Saddama Husajna wynikało, że wszystkie wojska irackie mają pozostać na terenie Iraku i zwyciężyć w walkach z najeźdźcą, lub zginąć w walce.

    [​IMG]

    Równolegle stworzona na terenie Iraku polska siatka wywiadowcza podjęła próbę przechwycenia nowego irackiego systemu namierzania wykorzystywanego na niektórych sprawnych jeszcze Migach, pozostających w rękach irackiej armii. Próba przejęcia systemu namierzania „Skorpion”, jak określano go w raportach polskiego wywiadu nie przyniosła jednak spodziewanych rezultatów. Wyposażony w system „Skorpion” Chengdu J-7 (w wersji eksportowej FT-7), został poważnie uszkodzony przez lotnictwo amerykańskie, a działający na miejscu agenci stwierdzili, że system „Skorpion” jest zdecydowanie za słaby jak na potrzeby polskiego lotnictwa. Akcja zakończyła się niepowodzeniem pozwoliła jednak na poprawę wizerunku służb w społeczeństwie. Oficjalnie bowiem, już po zakończeniu działań zbrojnych w Iraku poinformowano o wielkim sukcesie i przechwyceniu systemu „Skorpion”, który miał być wykorzystywany przez wojsko irackie do taktycznego wykorzystywania broni biologicznej, której wykorzystywanie przez Irak było jednym z oficjalnych powodów interwencji.

    [​IMG]

    Tymczasem operację w Iraku wsparły również inne państwa. Oprócz Polski do działań przeciwko Saddamowi włączyły się także: Litwa, Łotwa, Ukraina, Węgry, Czechy, Słowacja, Bułgaria i Rumunia. Z połączonych kontyngentów polskich oraz poszczególnych państw, zdecydowano się stworzyć (z racji używanego jeszcze we wszystkich armiach sprzętu z czasów Układu Warszawskiego) jedną, dowodzoną przez najlepiej przygotowanych do tego zadania Polaków, Wielonarodową Dywizję Centrum – Południe. Prestiżowe zwycięstwo zaowocowało jednak wzrostem niezadowolenia i jawną niemalże niechęcią wobec skompromitowanego lewicowego rządu.
     
  5. Memphis

    Memphis User

    IV

    [​IMG]

    Początek lipca okazał się czasem w którym polski wywiad wojskowy odniósł kolejny poważny sukces, jakim było stworzenie siatki na terenie Syrii. Jej strategiczne położenie geopolityczne, czyniło z tego kraju obszar zainteresowania Amerykanów, którzy jednak nie dysponowali ludźmi gotowymi do rozpoczęcia działań na terenie kraju. Dopiero działania kilku pracowników polskiej ambasady, którym udało się nawiązać kontakty z wysoko postawionymi oficerami armii syryjskiej, niezbyt zadowolonym z ciągłego pomijania ich przy awansach, zaowocowało powstaniem sprawnie działającej grupy wywiadowczej. Pierwsze informacje dotyczące działań Syryjczyków wzbudziły wśród amerykańskich specjalistów niedowierzanie. Spodziewano się, że w związku z agresją na Irak, prezydent Bashar al-Assad zdecyduje się nie tylko na przeprowadzenie natychmiastowej rozbudowy sił zbrojnych, ale także zarządzi natychmiastową mobilizację, o której donosiły działające do tej pory w Syrii ośrodki CIA.
    Polskie rewelacje zostały jednak bardzo wysoko ocenione przez specjalistów od spraw Syrii pracujących w centrali wywiadowczej w Waszyngtonie. 5 lipca 2003 roku, twórcy polskiej siatki, złożonej głównie z Syryjczyków otrzymali oficjalne gratulacje od Amerykanów, którzy uznali zwerbowane przez nich kontakty operacyjne, za zdecydowanie lepsze od tych którymi dysponowała CIA. Sprawa była o tyle złożona, że jeden z kontaktów był potrójnym agentem. Na polecenie polskiej delegatury, poinformował o swojej współpracy swoich, którzy przekazywali mu sfałszowane dokumenty, w zamian za które Polacy podsuwali mu fałszywe tematy, którymi miał się zająć, a także nieprawdziwe kontakty. To dzięki pracy agenta „Mike’a” Syryjczycy na początku roku zlikwidowali dwie komórki wywiadu izraelskiego zakonspirowanego wśród przyjaciół burmistrza Damaszku.

    [​IMG]

    Wydarzenia te przyćmiły jednak skoordynowaną akcję wojska polskiego podjętą samorzutnie przez generała Tyszkiewicza, który po wcześniejszych konsultacjach ze stroną amerykańską i polskim dowództwem w Warszawie wczesnym rankiem 8 lipca przeprowadził uderzenie na pozycje 5 Irackiej Dywizji Piechoty Zmechanizowanej, dowodzonej przez generała al-Taiego. Zapowiadane wsparcie 1 Brygady 101 Dywizji Powietrzno-desantowej nie doszło do skutku w związku ze złymi warunkami atmosferycznymi w rejonie ewentualnego zrzutu, zaś amerykańskie siły lądowe nie miały dość sił, aby samodzielnie rozpocząć operacje zaczepne. Trzeba przyznać, że Tyszkiewicz miał sporo szczęścia. Jego dwie brygady były wyposażone zdecydowanie lepiej od Irakijczyków, co więcej dysponowały wsparciem z powietrza. Jako pierwsze do walki weszły polskie czołgi, które szybko nawiązały kontakt bojowy z patrolami nieprzyjaciela. Huraganowy ogień broni maszynowej i artylerii skutecznie wypłoszył zwiad iracki z zabudowań na przedpolach pozycji zajmowanych przez dywizję. Polskie czołgi zajęły dogodne pozycje, pozwalające im na rażenie wrogich oddziałów zajmujących pozycje po drugiej stronie drogi, która przechodziła przez linię frontu. W tym samym czasie na skrzydłach 9 B.K.Panc, 7 Brygada atakiem z zaskoczenia przerwała front na odcinku obsadzanym przez iracką półbrygadę piechoty, która po krótkiej wymianie ognia, wobec znacznych strat poniesionych od ostrzału amerykańskiej artylerii wycofała się na kolejną linię obronną.
    Po całodniowym boju, generał al-Tai, wobec utraty kontroli nad sytuacją na zajmowanym przez siebie odcinku został zmuszony do wycofania się w stronę Kirkuku. Polskie czołgi T-72M bez większych trudności przerwały irackie linie obronne, dostały się na północ w pobliże sztabu generała i przy wsparciu kilku kompanii piechoty zmotoryzowanej z 7 Brygady zdołały wziąć wielu jeńców. W tej sytuacji dowódca iracki zdecydował się pośpiesznie opuścić prowincję. W Kirkuku czekały już na niego uzupełnienia i dowództwo III Korpusu, które otrzymał w ramach odszkodowania. Kilka godzin po rozpoczęciu operacji na północy, jego poprzednik na stanowisku dowódcy przeszedł na stronę anty-saddamowskiej koalicji.
    Potem wypadki potoczyły się już z szybkością błyskawicy. Po zajęciu Sulaymaniah, wojska koalicji w dniu 19 lipca rozpoczęły uderzenie na Kirkuk. Początkowo nie brali w nim udziału Polacy, jednak około godziny 13.00, 7 brygada posuwająca się szosą w kierunku Sulaymaniah została drogą radiową poproszona o wsparcie wojsk amerykańskich znajdujących się w pobliżu ich pozycji. Również 9 Brygada Kawalerii Pancernej została przez Amerykanów poproszona o wsparcie w ataku na pozycje Irakijczyków. Chodziło o powstrzymanie kontrataku, wyprowadzanego przez szybkie grupy zmotoryzowane działające na południe od miasta, które starały się przeciąć amerykańskie kolumny. Krótki bój doprowadził do niemal całkowitego upadku morale wojsk irackich, które szybko poddały Mandali, które przed trzema miesiącami bombardowały polskie samoloty.

    [​IMG]

    Teraz ostatnimi celami wojsk amerykańskich, polskich i brytyjskich stały się Bagdad i Samarra. Ta ostatnia została pokonana przy niewielkim wsparciu wojsk polskich 25 lipca. Amerykanie i Polacy po prostu wgnietli w ziemię dwie brygady gwardii republikańskiej, które chaotycznym ogniem z granatników RPG starały się powstrzymać uderzenie czołgów sprzymierzonych.

    [​IMG]

    Uderzenie na Bagdad rozpoczęło się 27 lipca 2003 roku. Obie działające w Iraku polskie jednostki wzięły w nim aktywny udział, atakując miasto na odcinku bronionym przez 2 Brygadę Gwardii Republikańskiej. Słabe siły irackie stanowiły jednak poważne zagrożenie dla zamkniętych w pojazdach kołowych wojsk polskich. Dlatego też dowódcy zdecydowali się na bardzo ostrożne manewrowanie aby uniknąć niepotrzebnych strat. Wiele punktów zostało wykrytych i zniszczonych dzięki wsparciu amerykańskiego lotnictwa i artylerii, które po otrzymaniu koordynatów celu niszczyły umocnione pozycje irackie.
    Koniec walk o miasto nastąpił po 24 godzinach. Oddziały irackie złożyły broń, jednak część oddziałów wiernych irackiemu dyktatorowi zdołało wydostać się z małego kotła pod Mandali, i przedostać się do Kirkuku. Resztki armii dyktatora stanowiły dwie pobite wielokrotnie na froncie brygady gwardii republikańskiej, które po wkroczeniu do Kirkuku zamierzały pośpieszenie rozwiązać się i przejść do konspiracji, ograniczając swoją działalność do strzelania w plecy żołnierzom koalicji. Zamiary te skutecznie pokrzyżowali jednak Amerykanie, którzy szybko przystąpili do przeprowadzenia skoordynowanego uderzenia na niedobitki irackiej armii.
    Ostateczny zaszczyt zgniecenia oporu irackich sił wiernych reżimowi przypadł w udziale generałowi Tyszkiewiczowi. Jego dwie brygady zostały pośpiesznie zawrócone z drogi na Bagdad i skierowane do uderzenia na Kirkuk. Pomimo szumnych zapowiedzi politycznych przywódców upadającego reżimu nawet wierna do ostatniego naboju gwardia republikańska nie stanowiła poważniejszego przeciwnika dla polskich czołgów, których wojska Saddama po prostu już niemiały.

    [​IMG]

    Jednocześnie przebywający przy resztkach własnych wojsk działacze reżimu podjęli próby przedostania się do państw ościennych. Dokładnie nie wiadomo jak dużej grupie przywódców Iraku sprzed amerykańskiej inwazji udało się uniknąć aresztowania przez idące w ślad za polskimi oddziałami formacje amerykańskiego kontrwywiadu, wydaje się jednak, że poza Saddamem Husseinem większość pierwszego garnituru, spośród przywódców politycznych Partii Baas, zostało wziętych do niewoli.

    [​IMG]

    Tymczasem siły generała Tyszkiewicza otoczyły Kirkuk cienkimi pierścieniem, który zdaniem nominalnego dowódcy 7 Brygady, stanowił wystarczające zabezpieczenie przed wyrwaniem się wroga z matni. Po krótkich odprawach Polacy ruszyli do uderzenia na główne cele w mieście. Podobnie jak w czasie walk o stolicę Iraku, dysponowali silnym wsparciem powietrznym, wzywanym praktycznie na każde żądanie polskich żołnierzy drogą radiową. Już pierwsze uderzenie Polaków doprowadziło do załamania się linii obronnych, na które wierny reżimowi generał al-Tikriti rzucił wszystkich zdolnych do noszenia broni. Jednakże zamiast fanatycznej, tężejącej z każdą godziną obrony iracki oficer dowodził grupą nielicznych pozbawionych perspektyw oficerów gwardii i grupami młodocianych 16-18 letnich chłopców, wspieranych przez 60 – letnich dziadków. W tej sytuacji szeregowi myśleli raczej o dezercji, broń przeciwko nacierającym Polakom kierowano sporadycznie.
    Pomimo tragicznej sytuacji wojskowej zwolennicy ukrywającego się dyktatora walczyli jeszcze przez ponad osiem godzin. Właściwie trudno nazwać to walką. Polacy sukcesywnie czyścili miasto, miejscami napotykając opór. Pojedynczy żołnierze otwierali ogień. Wieści o upadku stolicy dobiły nawet najbardziej fanatycznych zwolenników dyktatora. Zanim jednak 2 sierpnia wojska polskie całkowicie opanowały sytuację, przyszedł czas podsumowań, podjęty przez generała Tyszkiewicza.
    W ciągu niemalże miesiąca walk utracił tylko kilkuset rannych. Walka w Iraku, jak określił to jeden z weteranów 7 Brygady: „Przypominała bardziej cholernie realistyczną grę video, w której strzelasz do idiotycznie zachowujących się przeciwników w irackich mundurach, niż prawdziwą wojnę. Gdy ci chłopcy zdecydowali się na otworzenie ognia, to jego efekt również przywodził na myśl słabo wykonaną grę komputerową.". Ranni mieli głównie rany powierzchowne, pozwalające na powrót do linii po pobieżnym opatrzeniu. Na około 200 rannych i kontuzjowanych, jedynie około 9 osób wymagało interwencji chirurgicznej. Taki stan rzeczy wynikał min., z niemal całkowitego upadku morale wojsk irackich, które długo nie mogły dojść do siebie po porażkach poniesionych w walkach z amerykanami. Straty w sprzęcie również nie były duże. Wyniosły bowiem jedynie kilka uszkodzonych pojazdów, które owszem trzeba było odwieźć do kraju, jednakże wróciły one do służby po przeprowadzeniu napraw, których nie można było dokonać na miejscu.

    [video=youtube;mRfR9OKMrUo]http://www.youtube.com/watch?v=mRfR9OKMrUo[/video]

    Jeden z popularniejszych klipów dostępnych w Internecie, zawierający zdjęcia z lipca 2003 roku, prezentujących działania polskich żołnierzy. Częsciowo zawiera także materiał późniejszy

    Jeśli chodzi o sposób przedstawienia udziału polskich sił w ostatnim etapie walk w Iraku, zazwyczaj przedstawiano informację, iż wywiad ujawnił przypadki atakowania cywili, w obronie, których siły polskie przystąpiły do bardziej aktywnych operacji. Tego typu informacje otrzymywali również żołnierze. Nie zawsze było to kłamstwo. W czasie walk o Kirkuk Gwardia Republikańska rozstrzelała kilkudziesięciu przeciwników reżimu, którzy na ulicach miasta nawoływali do zaprzestania oporu.
     
  6. Memphis

    Memphis User

    V

    [​IMG]

    Sierpień 2003 roku oznaczał powolną ewakuację polskiego kontyngentu bojowego z Iraku. Jednocześnie jego miejsce zajmował I kontyngent stabilizacyjny. Powrót oddziałów, które brały bezpośredni udział w walkach z wojskami wiernymi irackiemu dyktatorowi oznaczało pojawienie się wielu problemów. Przeciwnicy zaangażowania wojska polskiego w operacji „Iracka Wolność” byli w kraju bardzo liczni, i spodziewano się, że polscy żołnierze mogą stać się ofiarami agresji ze strony tłumu. Chłopcy, którzy dopiero co skończyli udział w wojnie z reżimem Saddama musieli stawić czoła własnym znajomym i przyjaciołom, którzy często traktowali ich jak najemników. Mało kto brał pod uwagę, że działania prowadzone na terenie Iraku oznaczały walkę z reżimem, który nie liczył się z nikim. Nawet z członkami własnej rodziny. W najgorszej sytuacji byli oficerowie. Wielu z nich nie było w stanie dojść do siebie po powitaniu, jakie urządzili im członkowie różnych organizacji pacyfistycznych na lotniskach, na których wylądowali. W kraju zaczęło ponownie wrzeć. Oficerowie, którzy nie godzili się na wzięcie udziału w finansowanych przez rząd terapiach byli w szczególnie trudnej sytuacji. Wielu z tych, którzy wcześniej opuściło wojsko znalazło się teraz na lodzie. Na początku sierpnia, pierwsza grupa oficerów zwolnionych z wojska po udziale w walkach na terenie Iraku założyła w Łodzi Polski Związek Weteranów Iraku i Afganistanu. Na jego czele stanął porucznik Michał Kowalczyk, który w czasie walk został lekko ranny. Stracił dwa palce u prawej dłoni. Wojsko proponowało mu awans i przeniesienie do sztabu, jednakże porucznik nie wyraził zgody. W udzielanych potem wywiadach dla polskiej prasy mówił, że gdyby pozostał w wojsku jako oficer, po tym co spotkało jego i przyjaciół to musiałby skierować wszelkie siły, którymi rozporządzał przeciwko organizacjom pacyfistycznym.
    Ta wypowiedź ostatecznie przekreśliła szansę porucznika i wielu jego przyjaciół na powrót do wojska. PZWIA szybko zyskało wielu zwolenników, a także możnych protektorów. Bardzo mocno dawnych weteranów wspierała Młodzież Wszechpolska, oraz inne organizacje o rodowodzie narodowym. Dla pacyfistów i anarchistów stanowiło to wyraźny dowód na to, że w kraju będą powstawać organizacje o charakterze faszystowskim. Tak zresztą zaczęto określać działaczy związku weteranów. Weterani zdecydowali się na popularyzowanie patriotyzmu i kwestii związanych z wojskiem polskim wśród młodzieży. W ministerstwie edukacji wywołało to zrozumiały sprzeciw, również rząd starał się ograniczyć działania organizacji kombatanckich, które zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu, a co więcej, w ich skład zaczęło wchodzić coraz więcej pozostających w służbie czynnej żołnierzy.

    [​IMG]

    Jednocześnie 5 sierpnia Amerykanie ogłosili oficjalne zakończenie działań bojowych w Iraku. Całkowite zwycięstwo nad zdemoralizowaną armią iracką oznaczało dla prezydenta Busha poważną ujmę na prestiżu armii amerykańskiej. Dopiero aktywne działania wojsk sojuszniczych, polskich i brytyjskich doprowadziły do przełamania oporu wojsk wiernych Saddamowi. Nawet pozbawieni woli walki żołnierze armii irackiej potrafili opóźnić marsz wojsk inwazyjnych, a także przysporzyć im wielu strat, na które tracącego poparcia gabinetu Busha nie było stać. Ogólnie rzecz biorąc Amerykanie stracili ok. 3 tysięcy zabitych i ponad 10 tysięcy rannych. Oprócz tego stracono kilkaset czołgów, pojazdów opancerzonych, kilkanaście śmigłowców bojowych i transportowych. Słaba iracka armia potrafiła kąsać nawet podczas ucieczki.
    Kryzys zaufania dla władz Busha przejawiał się między innymi w spadku ilości poborowych zgłaszających się każdego miesiąca do służby w armii amerykańskiej. Liczono, że po zakończeniu działań wojennych, sytuacja ulegnie zmianie. Demokraci podnieśli głośny krzyk, wskazując na słabnącą pozycję prezydenta, którego można było teraz łatwo zniszczyć. Podjęto próbę natychmiastowego wyprowadzenia oddziałów amerykańskich z Iraku, jednak spadające ceny ropy naftowej podniosły nieco notowania prezydenta.

    [​IMG]

    Ewakuacja polskiego kontyngentu bojowego rozpoczęła się 13 sierpnia. Już wcześniej do kraju wrócili żołnierze i oficerowie biorący udział w walkach. Teraz pozostawało jedynie przerzucić wykorzystywany przez walczących sprzęt do kraju. Pomimo wielu usterek, żołnierze byli raczej zadowoleni z wykorzystywanej przez siebie broni. Problem stanowiły jedynie pojazdy i śmigłowce, które pamiętały czasy Układu Warszawskiego. Co prawda nie były w takim złym stanie, jak sprzęt iracki, ale do najnowszych również się nie zaliczały. Konieczne było unowocześnienie posiadanego sprzętu wojskowego. Zwłaszcza w lotnictwie i broni pancernej.
    Sprzęt miał dotrzeć do kraju dopiero 8/9 września 2003 roku. Część sprzętu zdecydowano się pozostawić w Iraku. Oprócz tego kontyngent stabilizacyjny, który dopiero rozpoczął swój pobyt nad Tygrysem i Eufratem. Dodatkowym wsparciem dla jednostek przebywających w Iraku miał być sprzęt pokonanej armii irackiej, który należało zabezpieczyć. Polacy otrzymali od Amerykanów dwadzieścia samolotów szturmowych Su-25 Frogfoot, które jednak nie spełniały pokładanych w nich nadziei. Maszyny te były po prostu nieprzystosowane do działań przeciwpartyzanckich, a takie zadania miały właśnie spełniać w Iraku.

    [​IMG]

    W tej sytuacji konieczne stało się podjęcie rozmów z krajami w których produkowano jeszcze Su-25. Należało albo je unowocześnić, albo sprzedać. Dwudziestego drugiego sierpnia polski attaché wojskowy w Tibilisi złożył gruzińskiemu rządowi propozycję sprzedaży eks-irackich maszyn. Rząd Gruzji zaoferował ich modernizację i odsprzedaż do Polski. Propozycja ta wydała się bardzo interesująca stronie polskiej, jednakże sytuacja w Iraku nie pozwalała tymczasowo na wycofanie samolotów z Camp Babilon, i stworzonego na jego terytorium lotniska polowego.

    [​IMG]

    Kilka dni po zakończeniu działań zbrojnych, 22 sierpnia rozpoczęły się walki w amerykańskiej, brytyjskiej i polskiej strefie stabilizacyjnej. Za broń chwycili szyici i sunnici. Ich powstanie oznaczało poważne zagrożenie dla oddziałów polskich, amerykańskich i brytyjskich. Polacy i Brytyjczycy szybko poradzili sobie z zagrożeniem, jakie wywołały walki toczone przez muzułmanów, zdecydowanie gorzej wyglądała sytuacja w strefie amerykańskiej, gdzie władze okupacyjne straciły kontrolę nad przebiegiem zdarzeń. Grupa polskich lotników, którzy pozostali w kraju po wycofaniu polskich sił lotniczych, rozpoczęło ataki na ujawnione stanowiska powstańców na terenie całej strefy amerykańskiej, gdzie toczyły się walki. W ciągu zaledwie kilkunastu dni wykonali ponad pięćset lotów bojowych, które przyniosły zniszczenie ponad czterech tysięcy punktów oporu nieprzyjaciela. Wycofanie Su-25 z Iraku stało się tymczasowo niemożliwe. Ich udział w walkach przeciwko powstańcom miał decydujące znaczenie, ale dopiero w momencie, gdy partyzanci zdecydowali się oficjalnie wystąpić przeciwko siłom inwazyjnym. Do tego momentu ich udział w działaniach bojowych nie miał większego sensu. Amerykanie zdecydowali się złożyć Polakom kolejną propozycję, Su-25 miały zostać przejęte przez wojska irackie, utworzone przez „nowy demokratyczny” rząd, sfinansowany przez Waszyngton.
    W zamian za zwrot samolotów Polacy mieli otrzymać pieniądze na wystawienie dużej jednostki wojskowej, która byłaby w stanie zabezpieczyć nie tylko granice Rzeczpospolitej, ale także stanowić o sile jej amerykańskiego sojusznika. Regulaminy, według których zamierzano sformować nową jednostkę pozostawały nadal owiane tajemnicą. Podobnie jak osoba przyszłego dowódcy nowej wielkiej grupy bojowej. Generał Piątas od samego początku obawiał się, że stworzenie tego typu formacji może zakończyć się poważnym osłabieniem pozostałych brygad i dywizji wojska polskiego. W jej skład zamierzano włączyć 4 nowe brygady, które otrzymały już numerację (29,30,31,32) nie sprecyzowano jednak regulaminów, według których mają powstać. Tworzyło to atmosferę tajemniczości, na której traciła amerykańska propozycja.

    [​IMG]

    Jednoczęsnie rozwijała się działalność oddziałów okupacyjnych w Iraku. Warunki amerykańskiej obecności nad Tygrysem i Eufratem nabierały regularnych kształtów. Sytuacja, w jakiej musiały działać siły okupacyjne nie była prosta. Z jednej strony liczne podziały w kraju, duża ilość broni, która trafiła do cywili oraz brak współpracy pomiędzy władzami okupacyjnymi, a starszyzną stanowiły dodatkową trudność dla wojsk USA.
     
  7. Memphis

    Memphis User

    VI

    [​IMG]

    Wrzesień po dosyć burzliwym sierpniu miał zdaniem wielu analityków być spokojnym pozbawionym niepokojów okresem. Stało się jednak inaczej. 2 września na pograniczu pomiędzy Kosowem, a Serbią doszło do zlikwidowania patrolu międzynarodowych sił pokojowych, pilnujących granicy. Tak zwane państwo Kosowskie od samego początku stanowiło dla Serbów cierń w oku, więc wielu ludzi uznało, że było to działanie podjęte przez serbskich nacjonalistów. Serbowie po raz kolejny uznali, te oskarżenia za bezpodstawne. Ich wersję potwierdziły działania podjęte przez przebywające w Kosowie niemieckie oddziały NATO. 3 września aresztowano dwóch członków UCK*, którzy przyznali się do udziału w walkach z działającym w rejonie przygranicznym patrolem. Śmierć dwunastu żołnierzy zdaniem przywódców serbskich musiała zostać pomszczona. Niedobitki ludności serbskiej w Kosowie po raz kolejny wystąpiły przeciwko niesprawiedliwej ich zdaniem wersji rozwiązania problemów etnicznych w tym regionie świata.

    [​IMG]

    Pozostający w Kosowie polscy policjanci znaleźli się w nieciekawej sytuacji już 4 września, gdy zorganizowana przez kosowskich Serbów manifestacja przerodziła się w potyczkę pomiędzy Serbami, a miejscowymi Albańczykami. W odpowiedzi następnego dnia doszło do spotkania pomiędzy przedstawicielami polskiej i serbskiej dyplomacji. Polskiego konsula generalnego w Belgradzie przyjął sam premier, który w imieniu serbskiej mniejszości w Kosowie podziękował za obronę niewinnej ludności cywilnej, narażonej na ataki ze strony albańskich band. Jednocześnie premier Zoran Zivković zaproponował, aby Polacy zapoznali się z serbskim raportem dotyczącym faktycznego przebiegu działań na terenie Kosowa. Pomimo oficjalnej zmiany kursu władze Serbii nie zamierzały zgodzić się na traktowanie Kosowa jako odrębnego od Serbii państwa.

    [​IMG]

    14 września w Serbii rozpoczęły się publiczne manifestacje przeciwko polityce prowadzonej przez organizacje międzynarodowe. Pozostający na wolności były prezydent Serbii Slobodan Milošević zażądał natychmiastowego wycofania się sił międzynarodowych z Kosowa. W tej sytuacji Polacy zdecydowali się na rozpoczęcie tworzenia siatki wywiadowczej w Kosowie. Zdaniem czynników decydujących w polskim wywiadzie tylko w ten sposób można było uzyskać informacje z pierwszej ręki na temat tego, co dzieje się na miejscu.

    [​IMG]

    Pierwsza próba podjęta w dniu rozpoczęcia protestów w Serbii okazała się nie udana. Polscy agenci, którzy przekroczyli granicę na pokładzie amerykańskiego śmigłowca spróbowali wylądować w pobliżu miasta, aby następnie niepostrzeżenie przedostać się do pobliskich osiedli i tam zacząć zbierać informacje. Uzbrojone w broń automatyczną i ciężką oddziały Armii Wyzwolenia Kosowa skutecznie ostrzelały zbliżający się śmigłowiec, co praktycznie wykluczyło możliwość lądowania. Ranny został amerykański pilot.

    [​IMG]

    16 września 2003 roku, do sprawy włączyli się Rosjanie. Prezydent Władimir Putin, który od dawna popierał wspieranie Serbów i prowadzenie działań przeciwko uznaniu niepodległości Kosowa, uznał działania Polaków za „całkowicie słuszne” bronienie uciskanej mniejszości serbskiej, żyjącej na historycznych serbskich obszarach. W ramach dalszego podgrzewania i tak już napiętej do granic możliwości atmosfery, prezydent Putin powiedział, że podobnych kroków nie podejmuje się wobec mniejszości polskiej na terenie Rosji. Polski ambasador w Moskwie znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji, tym bardziej, że po stronie prezydenta Rosji opowiedziało się wielu przedstawicieli mniejszości polskiej w Rosji.

    [​IMG]

    Kosowarzy. Nocami zamiast flag mieli broń automatyczną i granatniki.

    Tego samego dnia ujawniono kolejny albańskich oddziałów partyzanckich na strefy bezpieczeństwa utworzone w Kosowie. Ich zasadniczym celem było zabezpieczenie cywilów przed atakami odwetowymi ze strony Albańczyków. „Serbskie zwierzęta” nie pozwoliły „Albańskim małpom” na szeroko zakrojone działania. Walki pomiędzy Serbami i Albańczykami toczyły się przez całą noc. Płonęły domy i mieszkania. Albańczycy i Serbowie ponieśli ciężkie straty, jednak mimo tego żadna ze stron nie zdecydowała się na kapitulację i wycofanie się z walk.
    Pozostające w rejonie oddziały międzynarodowe nie były w stanie przeciwstawić się zamieszkom tym bardziej, że ich skala przerosła najśmielsze oczekiwania miejscowych. Znajdujący się na terenie Kosowa polscy żołnierze wzięli udział w walkach, stając w obronie ludności serbskiej, która na podlegającym Polakom terenie została zaatakowana przez Albańczyków. Rannych zostało dwóch Polaków. Zdaniem Albańczyków z rąk żołnierzy polskich zginęło około dwustu „niewinnych albańskich cywilów”. Prawda była zdecydowanie bardziej złożona.
    Znajdujące się w Kosowie oddziały międzynarodowe prowadziły działania obronne, występując w obronie lokalnej ludności. Na terenie bronionej przez Polaków strefy bezpieczeństwa rannych zostało wiele dzieci, część z nich na prośbę dowódcy polskiego kontyngentu w Kosowie trafiło do szpitali dziecięcych w Polsce. Wiadomość ta została bardzo krytycznie oceniona przez przedstawicieli UCK, którzy pomimo zakończenia wojny nadal uważali, że mają moralne prawo występowania w obronie ludności Albańskiej i „brania odwetu na serbskich zwierzętach”.

    [​IMG]

    26 września 2003 roku do Polski przybywa prezydent Rumuni Ion Ilescu, dawny współpracownik przywódcy komunistycznej Rumunii, Caucescu. Prezydent Ilescu podczas spotkania z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim zdecydował się również zabrać głos w toczącej się debacie dotyczącej sytuacji na pograniczu Kosowsko – Serbskim. Opinia Ilescu jest zasadniczo zgodna z tym co już wcześniej powiedział Władimir Putin, jednakże kontekst w jakim zostało wyartykułowane stanowisko prezydenta nie pozostawiał wielu ludziom żadnych złudzeń co do tego, że władze Rumunii nadal zamierzają utrzymywać dobre kontakty z Moskwą.
    Nie słyszałem nigdy o nacji Kosowskiej, lub o narodzie kosowskim. Tamtejsi Albańczycy mogą stanowić większość na tym obszarze, jednakże nie powinno to decydować o tym, że obszar ten ma zostać oderwany od Serbii, do której należy od bitwy na Kosowym Polu. Działania społeczności międzynarodowej, w obronie tak zwanego samostanowienia narodów są podyktowane zakulisowymi rozgrywkami pomiędzy Waszyngtonem, a Moskwą. W tej sytuacji, to Moskwa występuje po stronie słabszych. Zachodnie demokracje powinny zrozumieć, że granice na Bałkanach, Europie Środkowo-Wschodniej oraz na Kaukazie były stałe i nie podlegały dyskusji, tak długo jak funkcjonował Związek Radziecki. Po jego upadku nie doszło do rewizji granic wielu państw, co stanowi dowód na brak zrozumienia dla aspektów historycznych wśród przywódców europejskich.
    Łatwo się domyślić, że wypowiedź Iona Ilescu wywołała burzę w europejskich mediach, tym bardziej, że została wyartykułowana w Polsce, która od lat ma poważny problem z związku ze spłatą odszkodowań własnym obywatelom za majątki utracone na kresach wschodnich. Media amerykańskie i brytyjskie zaczęły się nawet obawiać, że na tym tle może dojść do dekompozycji NATO, a dokładniej do wycofania się z sojuszu państw Europy Środkowo – Wschodniej. Gromy posypały się również na głowę prezydenta Kwaśniewskiego, który zdaniem wielu polityków nie potrafił zareagować na kontrowersyjną wypowiedź swojego rumuńskiego gościa.

    [​IMG]

    28 września głos w sprawie zabrał premier Wielkiej Brytanii, Tony Blair, który podczas konferencji prasowej na Downing Street powiedział:
    Rząd Jej Królewskiej Mości, wielokrotnie podkreślał, że jeśli pomiędzy oboma zainteresowanymi stronami dojdzie do porozumienia w kwestii granic w Europie Środkowo-Wschodniej, a interesy wszystkich narodów zostaną uznane, to nie będzie występować przeciwko przemianom granicznym. Władze Rumunii opowiadają się jednak, za formą przemian, której rząd brytyjski nie może pochwalić. Jeżeli w przyszłości dojdzie do kolejnych tego typu niefortunnych wypowiedzi, to będziemy zmuszeni nawiązać bliższy dialog z władzami w Bukareszcie, aby uzyskać pełny obraz dążeń władz rumuńskich do zmiany granic w Europie.” Nad spokojną Europą po raz kolejny zaczęły zbierać się ciemne chmury. Wizja tak zwanej integracji europejskiej powoli odchodziła w cień.
     
  8. Memphis

    Memphis User

    VII

    [​IMG]

    Gdy pod koniec września sytuacja napięta do tej pory sytuacja w Kosowie uspokoiła się, Serbowie zaczęli ponownie czuć się zagrożeni. W Bośni, gdzie było ich jeszcze stosunkowo wielu doszło do wielu manifestacji i wieców, które często kończyły się potyczkami pomiędzy manifestantami, a policją. Do akcji wchodziły także siły międzynarodowe, które nie przebierały w środkach. Siły międzynarodowe wolały ostrzelać serbskich manifestantów, lub aresztować kilku protestujących, by następnie wyjść na obrońców uciskanej ludności muzułmańskiej na terenie Serbii. Każdy, kto występował w obronie Serbów, w oczach lokalnej prasy od razu stawał się nacjonalistą i zwolennikiem masowych mordów. Istniejące na terenie całego kraju osiedla, w których mieszkali sprowadzeni do Bośni w czasie wojny mudżahedini (niektórzy z nich walczyli z Sowietami w Afganistanie) stały się zarzewiami buntu przeciwko siłom międzynarodowym. Serbowie po raz kolejny wyszli na ulice, nie przyniosło to jednak spodziewanych efektów. NATO i Unia Europejska wiedziały lepiej, co jest dobre dla narodu serbskiego.
    Znajdująca się w tragicznej sytuacji gospodarczej i politycznej Serbia nie mogła pozwolić sobie na otwarte wystąpienie. Na terenie Belgradu po raz kolejny zaczęły organizować się różnego nieformalne grupy wsparcia dla działających nielegalnie grup nacjonalistycznych. Po raz kolejny kierowniczą rolę w tych działaniach podjęli kibicie klubów piłkarskich w całej Serbii. Ultrasi byli już zorganizowani. Wielu z nich miało w domach broń i amunicję, często niezdaną przez ich najbliższych i rodziców, którzy kilka lat wcześniej sami znajdowali się w takiej samej sytuacji jak oni teraz. Pamiątki z czasów wojny można było jeszcze wykorzystać, tym bardziej, że broń ta miała znowu razić „poturczeńców”.

    [​IMG]

    Władze Republiki Serbii doskonale zdawały sobie sprawę z faktu, że jeśli w najbliższej przyszłości nie podejmą jakiś kroków, które pozwoliłyby na wykorzystanie tej nowej fali niepokojów, to w przyszłości może się to odbić na ich upadku. W Belgradzie pojawiły się plany przeprowadzenia podziału Bośni i Hercegowiny pomiędzy Serbię i Chorwację. Chorwaci mieli zająć połowę kraju, podczas gdy Serbowie zamierzali opanować drugą wraz z Sarajewem i wielkimi skupiskami ludności muzułmańskiej. W Europie pojawiły się opinie, że jeśli do podobnego podziału dojdzie, to jego ofiarami staną się muzułmanie.
    Sprawa stała się o wiele bardziej poważna, gdy 5 października pomysł rządu w Belgradzie oficjalnie zaakceptowała Chorwacja. Władze w Zagrzebiu uznały, że podział Bośni pomiędzy obie strony na zasadzie 50 na 50 jest jak najbardziej „słuszny” i oparty o historyczne podziały tego terytorium. Sprzeciw zgłaszały tylko władze bośniackie, które za wszelką cenę starały się wykazać, że tego typu działania są próbami wywołania kolejnych zamieszek i niepokojów na terenie Bośni i Hercegowiny. Jednocześnie w górach Bośni zaczęło się pośpieszne szkolenie islamskich bojówek, które już wkrótce miały uderzyć…

    [​IMG]

    W tej sytuacji 9 października 2003 roku w Waszyngtonie doszło do spotkania pomiędzy dowództwem NATO, a przedstawicielami polskiego sztabu generalnego. Władze amerykańskie zamierzały opracować program działania na wypadek serbskiej i chorwackiej interwencji. Jako, że wielu amerykańskich żołnierzy i oficerów, którzy pracowali w Bośni było obecnie na emeryturze, lub zaangażowało się w innych częściach świata (nie byli w służbie czynnej już gdy pracowali nad operacją w Bośni), zdecydowano się porozmawiać z Polakami. Polscy oficerowie nie byli przygotowani do przedstawienia własnej koncepcji ewentualnej interwencji sił NATO w Bośni, tym bardziej, że kraj ten nie był wymarzonym terenem dla armii okupacyjnej.

    [​IMG]

    Do kolejnego spotkania na szczycie, również z udziałem Polaków doszło 15 października, gdy minister spraw zagranicznych RP, Włodzimierz Cimoszewicz spotkał się z prezydentem Ukrainy, Leonidem Kuczmą w Lwowie. Tematem rozmów, co zrozumiałe ponownie stała się sytuacja na Bałkanach, oraz projekt zmian granicznych w Europie Środkowo-Wschodniej podniesiony przez prezydenta Rumunii, podczas ostatniej wizyty w Polsce. Szerokie grupy ukraińskiego społeczeństwa uznały brak oficjalnego potępienia dla słów rumuńskiego przywódcy, za podtrzymanie polskich roszczeń w stosunku, co do Lwowa. Cimoszewicz musiał zapewnić prezydenta Ukrainy, że rząd polski nie zamierza doprowadzić do żadnych przemian granicznych w regionie, za co został ostro skrytykowany przez prawicową opozycję. Zwolennicy prawicy na antenie TVP1 poinformowali, że jeżeli rząd nie wystąpi w obronie rdzennie polskiej ludności na terenach oderwanych po II Wojnie Światowej od Rzeczpospolitej będzie to oznaczało zdradę interesu narodowego.

    [​IMG]

    Wobec wzrostu nastrojów rewizjonistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej, zagrożony poczuł się prezydent Litwy, Rolandas Paksas, który zaproponował, aby rządy krajów, które mogą mieć wobec siebie roszczenia graniczne, w oparciu o stanowisko prezydenta Rumunii zawarły dwustronne układy graniczne, które gwarantowałyby, iż granice w Europie nie ulegną zmianie przez najbliższych dwadzieścia lat. Później zdaniem litewskiego prezydenta, może dojść do powrotu do dyskusji, tym bardziej, że „większość zainteresowanych państw” będzie już członkami Unii Europejskiej i NATO, co pozwoli łagodne przeprowadzenie ewentualnych przemian. Projekt poparł premier Miller, który w wywiadzie dla Polsatu, stwierdził iż: „jest to głos rozsądku w rosnącym wciąż nastroju niechęci wobec sąsiadów”. Po raz kolejny stanowisko rządu zostało skrytykowane przez wielu polityków opozycji, jednocześnie rząd zaczął przedstawiać wersję w myśl, gdyby Polacy odzyskali granicę na wschodzie z 17 września 1939 roku, to Niemcy mogliby wystąpić o powrót do granicy zachodniej z sierpnia 1939 roku, w oparciu o te same prawa. Opozycja stwierdziła, że nie ma możliwości powrotu to granicy z sierpnia 1939 na zachodzie gdyż, Niemcy musiały zostać ukarane za rozpętanie wojny napastniczej i utrata „prowincji wschodnich” była właśnie taką karą.

    [​IMG]

    27 października w Splicie generał Jospi Lucić spotkał się z przedstawicielami sztabu NATO, wśród których byli polscy oficerowie. Generał zapowiedział, że jeśli Narody Zjednoczone nie opracują jakiś metod podziału Bośni, to będzie zmuszony przystąpić do realizacji zadań postawionych przed nim przez jego rząd. Oznaczało to mniej więcej, iż w przeciągu kilku najbliższych miesięcy ONZ i NATO muszą przygotować się do wystąpienia w obronie granic Bośni i Hercegowiny, lub w miarę bezkrwawego podzielenia tego terytorium pomiędzy Serbię i Chorwację. Chorwacka armia rozpoczęła tymczasem zakrojoną na szeroką skalę koncentrację sił w rejonie granicy z Bośnią. Podobne kroki, chociaż mniej oficjalnie podjęli również Serbowie. Bałkany po raz kolejny miały okazać się terenem zapalnym w Europie…
     
  9. Memphis

    Memphis User

    VIII

    [​IMG]

    Kwestia podziału Bośni powróciła na początku listopada, gdy stanowisko w sprawie zajęły władze Unii Europejskiej. Nieformalny przywódca Unii Europejskiej Patrick Cox, zaproponował, aby utrzymać dotychczasowy status Bośni i Hercegowiny. Jego propozycja spotkała się z silną krytyką w Belgradzie i Zagrzebiu. Stojący na czele bośniackiego pseudo rządu Mirko Sarović zaproponował, aby „wysłuchać propozycji Brukseli”, która pozwalała na odwleczenie ostatecznego rozwiązania problemu w czasie. Jednocześnie władze serbskie i chorwackie podjęły decyzję o odrzuceniu wszelkich rezolucji narzuconych obu rządom przez władze Unijne. „Nie jesteśmy zainteresowani nowym dyktatem Wersalskim” – skomentował plany władz unijnych pozostający na wolności generał Radko Mladić – „Naród serbski stał się nagle winny wszelkich zbrodni na ludzkości, jakie popełniono po zakończeniu II Wojny Światowej w Europie. Milczenie Europy, w czasie, gdy prześladowano Serbów w Kosowie pchnęło nas do podjęcia walki. Unia Europejska ma krew na rękach. Ile serbskich ofiar ma jeszcze pochłonąć jej krwawy reżim?”.
    Podobne stanowisko przyjęli Chorwaci. Ukrywający się przed społecznością międzynarodową, generał Ante Gotovina jeden z przywódców armii chorwackiej oskarżony o zbrodnie przeciwko ludzkości za pośrednictwem swoich dawnych żołnierzy opublikował w chorwackiej telewizji swoją wypowiedź: „Chorwaci na terenie Bośni byli uciskani i mordowani. Mamy moralne prawo i obowiązek przeprowadzić podział tego obszaru pomiędzy Republikę Serbską i Państwo Chorwackie”.

    [​IMG]

    Jakby w odpowiedzi na te ostre słowa skierowane pod adresem państwowości bośniackiej 3 listopada serbska szkoła w Banja Luce została ostrzelana z broni maszynowej przez „nieznanych sprawców”. Prezydent Serbii, Natasa Micic stwierdziła, iż „ten bestialski akt terroru, powinien otworzyć oczy pewnym grupom społeczności międzynarodowej. Serbowie w Bośni nie mają takich samych praw jak Serbowie w Chorwacji”. Wypowiedź ta po raz kolejny wywołała kolejną burzę międzynarodową. Jako pierwszy w sprawie wypowiedział się premier Chorwacji, Ivica Racan, który powiedział: „Jestem głęboko poruszony tym pospolitym aktem bośniackiego bandytyzmu. To typowe dla społeczności międzynarodowej, że nie uznaje słusznych postulatów poszkodowanych narodów, a potem załamuje ręce, gdy giną niewinni”.

    [​IMG]

    Tymczasem 4 listopada Chorwaci ogłosili rozpoczęcie rozmów z Serbami w sprawie podziału Bośni. Część działaczy chorwackich i serbskich zaangażowanych w podział Bośni ogłosiło w Internecie tzw., mapą drogową podziału Bośni. Plany podziału według kryterium etnicznego okazały się niemożliwe do przeprowadzenia, uwidoczniły też, że zadowolenie wszystkich stron jest praktycznie nie możliwe. Muzłumanie tak czy siak musieliby znaleźć się na terenie opanowanym przez Chorwatów lub Serbów. Jednocześnie przesunięcie kryteriów podziału na korzyść jednej ze stron mogło doprowadzić do zerwania rozmów przez drugą stronę. Plan przewidywał niemal całkowity rozbiór Bośni, przy czym nowy podział miał pozostawić jak najmniej mniejszości narodowych w nowych państwach. Najbardziej poszkodowani pod tym względem mieli być Chorwaci, którzy mieli przejąć Bihać i Drvar, a oprócz tego Zenicę. Przy czym ten ostatni okręg według niektórych projektów miał pozostać pod kontrolą władz w Sarajewie. Plan opublikowany w Internecie przewidywał, że Bośnia zachowa niepodległość, choć zostanie sprowadzona do roli państewka kadłubowego pomiędzy Chorwacją, a Serbią.

    [​IMG]

    Tymczasem 6 listopada dziennikarze niemieckich agencji prasowych akredytowani w Zagrzebiu ogłosili, że na terenie republiki powstają oddziały ochotnicze przeznaczone do zabezpieczenia nowych zdobyczy terytorialnych na terenie Bośni. Jednostki te formalnie nie podlegały dowództwu chorwackich sił zbrojnych. Ich dowódcy odpowiadali bezpośrednio przed szefem chorwackiego wywiadu wojskowego, który uznał „spacyfikowanie Bośni, tego zaplecza międzynarodowego terroryzmu w Europie”, za „święty obowiązek całej miłującej pokój Europy”.

    [​IMG]

    Formowanie oddziałów ochotniczych w Chorwacji zostało bardzo źle przyjęte w Brukseli. Unia chciała, czym prędzej przystąpić do formowania oddziałów międzynarodowych, które zostałyby wysłane na miejsce w celu zakończenia konfliktu i położenia kresu rozmowom pomiędzy Chorwatami i Serbami. Niestety rządy narodowe odmówiły udziału w tego rodzaju akcji. Pamięć o niedawnej wojnie w Iraku i Afganistanie była zbyt świeża. Nawet chętni zazwyczaj Polacy odmówili posłania własnego wojska do Bośni. Romano Prodi uznał to za policzek dla „polityki integracji i zapewnienia pokoju w Europie”. Jednocześnie część państw Unii ogłosiło, że projekt przeprowadzenia podziałów w Bośni według opublikowanych w Internecie materiałów może mieć rację bytu, gdyż pozwala na rozwiązanie wielu trudności wynikających ze skomplikowanej struktury etnicznej tych obszarów. Stanowisko Unii zostało oficjalnie skrytykowane przez jej członków…
    W Polsce rozpoczęto tymczasem tworzenie siatki szpiegowskiej pracującej min., na rzecz NATO w Algierii. Pierwsze raporty z tego regionu zaczęły napływać 17 listopada. Operacja, choć nie przyniosła wymiernych korzyści dla polskiej armii to jednak pozwoliła na zwiększenie prestiżu Polski w ramach członkostwa w NATO. Polacy po skandalicznej wypowiedzi rumuńskiego prezydenta cierpieli na brak sukcesów dyplomatycznych i było to doskonale widoczne.

    [​IMG]

    Z tego powodu wizyta premiera Leszka Millera w Adis Adebie stolicy Etiopii podczas której spotkał się min., z prezydentem i premierem tego kraju została rozdmuchana w mediach do rozmiarów niemalże poważnego szczytu zorganizowanego przez polską dyplomację. W praktyce po kilku niezobowiązujących spotkaniach z etiopskimi władzami podczas których rozmawiano min., o statusie działaczy Polskiej Akcji Humanitarnej w Etiopii premier wsiadł do swojego samolotu i wrócił do Warszawy. Spotkanie nie przyniosło ocieplenia ani oziębienia w stosunkach między dwoma państwami. Trudno zresztą mówić o jakimkolwiek wspólnym interesie Polski i Etiopii. Spotkanie stało się za to przyczynkiem do wielu mniej lub bardziej wyszukanych żartów w polskich mediach.
     
  10. Memphis

    Memphis User

    IX

    [​IMG]

    Grudzień 2003 roku zapowiadał się na spokojny okres, zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Napięcia, które zapoczątkowały wypowiedzi polityków powoli odchodziły w niepamięć społeczeństw zajętych przygotowaniami do świąt Bożego Narodzenia. W telewizji, radio i prasie dominowały już reklamy prezentujące wszelkiego rodzaju prezenty, których można by spodziewać się pod choinką. Świąteczny nastrój utrzymywał się również w Pałacu Prezydenckim. W Warszawie dojrzewała jednak koncepcja poprawy stosunków z Izraelem, który zdaniem prezydenta Kwaśniewskiego mógł w najbliższym czasie odegrać dużą rolę w prowadzonej przez polskie firmy walce o irackie kontrakty. Plan MSZ i prezydenta, przewidywał, że dzięki porozumieniu pomiędzy Polską, a Izraelem, państwa te nie będą konkurowały o rynek iracki.
    3 grudnia 2003 roku, Marek Siwiec, prezydencki minister w rządzie SLD odwiedził stolicę Izraela, gdzie spotkał się min., z premierem Mosze Katzawem. Rozmowy pomiędzy Siwcem, a Katzawem nie przyniosły jednak spodziewanych rezultatów, gdyż premier gospodarzy zasłonił się brakiem powiązań pomiędzy jego rządem, a inwestorami, którzy chcieliby inwestować w Iraku.

    [​IMG]

    Napięta sytuacja w Iraku, gdzie wciąż pozostawały polskie jednostki transportowe oraz niewielkie grupy żołnierzy z różnych jednostek, wchodzących w skład polskiej wielonarodowej dywizji, nie nastrajała optymistycznie. Wielu przywódców politycznych w Europie wierzyło, że pojmanie Saddama Husajna przyniesie kres działaniom powstańców. Pojmanie dawnego przywódcy Iraku nastąpiło 4 grudnia 2003 roku. Niestety, aresztowanie Husajna przyniosło dokładnie odwrotny skutek – można powiedzieć, że lokalny ruch oporu nie był w żaden sposób związany z dawnym reżimem. Zdecydowanie większą rolę odgrywały tutaj zadawnione do tej pory urazy, oraz wpływy różnych organizacji muzułmańskich, które dążyły do zjednoczenia wszystkich wyznawców proroka przeciwko Amerykanom.

    [​IMG]

    W ciągu pięciu dni po aresztowaniu Saddama, w polskiej strefie okupacyjnej w Iraku doszło do zwiększenia się aktywności buntowników, którzy już otwarcie atakowali konwoje i polskie posterunki. Brytyjczycy, którzy również odczuwali wzrost „bojowych” nastrojów wśród Irakijczyków, zdecydowali się na wprowadzenie do polskiej strefy dwóch kompanii Royal Marines, które na wypadek dalszej eskalacji konfliktu miały zapewnić wsparcie Polakom. 9 grudnia 2003 roku, do Warszawy przybył szef brytyjskiej dyplomacji Jack Straw. Straw, zaproponował Polakom sfinansowanie utrzymania powiększonego kontyngentu polskiego, jednak premier Leszek Miller, wobec rosnącej opozycji w Sejmie i ogólnej niechęci społeczeństwa polskiego od udziału w operacji w Iraku odmówił. Padły też zapowiedzi, iż Polacy pozostaną w Iraku do końca 2009, w najgorszym wypadku do 2010 roku, kiedy to najprawdopodobniej zostaną stamtąd wyprowadzone wojska koalicyjne. Wówczas też zakończyć miał się proces stabilizacyjny. Rozmowy prowadzone na najwyższym szczeblu szybko przestały być tajemnicą dla prasy, a to za sprawą Józefa Oleksego, ministra sprawiedliwości, który podczas wywiadu prasowego dla „Gazety Wyborczej” zaliczył kolejną już w swoim życiorysie wpadkę.

    [​IMG]

    W tej sytuacji 15 grudnia 2003 roku, Sojusz Lewicy Demokratycznej w porozumieniu z koalicyjnym Polskim Stronnictwem Ludowym zdecydował się na przeprowadzenie drobnej roszady, oficjalnie spowodowanej złym stanem zdrowia ministra Oleksego. W rzeczywistości była to raczej zemsta środowisk lewicowych, za długi język Oleksego. Według nieoficjalnych źródeł, środowiska PSL nie wyraziły zgody na przyznanie ministerstwa sprawiedliwości ludziom lewicy. Pojawiła się za to koncepcja poszerzenia koalicji o nie reprezentowaną w Sejmie Unię Wolności (UW). Na stanowisko ministra sprawiedliwości PSL zaproponował kandydaturę Władysława Frasyniuka, znanego działacza PRL-owskiej opozycji.
    Projekt spodobał się SLD, które po wewnętrznych konsultacjach, zaproponowało, aby Frasyniuk wprowadził do zrekonstruowanego gabinetu Millera, również innych przedstawicieli środowisk UW, na co jednak nie zgodził się sam Frasyniuk. Wobec spadającego zaufania społecznego dla SLD takie rozwiązanie wydawało się, bardzo dobrym pomysłem, bynajmniej z punktu widzenia UW, która oficjalnie nie brała udziału w koalicji SLD – PSL, ale faktycznie kontrolowała jedno z najważniejszych ministerstw. Na czas sprawowania nowej funkcji, Frasyniuk zrzekł się członkostwa w Unii, na rzecz Bronisława Geremka, który oficjalnie zapowiadał daleko idące wsparcie dla inicjatyw rządu.

    [​IMG]

    Sytuacja wydawała się opanowana, aż do 26 grudnia 2003 roku, gdy serwis informacyjny TVN „Fakty”, a także „Wiadomości” emitowane przez TVP 1, nadały sensacyjne materiały dotyczące tzw., „Afery Starachowickiej”. Według nagrań z podsłuchu prowadzonego przez policję, w marcu 2003 poseł SLD Andrzej Jagiełło zadzwonił do radnych SLD w Starachowicach i powołując się na informacje otrzymane od wiceministra MSWiA Zbigniewa Sobotki, ostrzegł ich o planowanych aresztowaniach. Aresztowania te miały dotyczyć członków rozpracowywanej przez policję grupy przestępczej działającej na terenie Starachowic oraz działaczy samorządowych, podejrzewanych o współpracę z tą grupą. Sam Sobotka, już następnego dnia publicznie zaprzeczył wszystkim informacjom. Dopiero nagranie zaprezentowane przez dziennikarzy zmusiło go do zmiany jego wersji wydarzeń. Sobotka podczas konferencji prasowej stwierdził, że został zaszantażowany przez Jagiełłę, który miał upić Sobotkę podczas spotkania towarzyskiego i wymusić na nim przekazanie mu tych informacji.
    Społeczeństwo zaczęło otwarcie manifestować swoją niechęć do obozu rządzącego. W sejmie zażądano powołania specjalnej komisji śledczej, która miała sprawdzić powiązania pomiędzy politykami SLD, a światem przestępczym. Jako tuba opozycji, podczas posiedzenia sejmu wystąpili Andrzej Lepper, Jarosław Kaczyński oraz Jan M. Rokita. Ten ostatni domagał się, aby rząd Millera podał się do dymisji jako „zbrukany” ciemnymi interesami. Gdy na mównicy pojawił się jeden z bohaterów afery – Andrzej Jagiełło, buczenie z ław opozycji zagłuszyło wypowiedzi marszałka Sejmu i samego Jagiełły. Musiała interweniować straż marszałkowska, która wyprowadziła kilku posłów z sali obrad.
    Na spadek poparcia koalicji SLD – PSL przełożyły się także złe wieści z Iraku, gdzie pomiędzy oddziałami polskiego kontyngentu, a rebeliantami dochodziło do regularnych kilku godzinnych bitew. Podczas walk, Polacy byli w zdecydowanie gorszej sytuacji, gdyż nie dysponowali odpowiednią ilością broni ciężkiej. Do kraju wracało wielu rannych. W ostatnim tygodniu grudnia zginęło czterech Polaków, oficer i trzech szeregowych, którzy osłaniali odwrót zaatakowanego przez rebeliantów patrolu. W anonimowym wywiadzie dla TVN jeden z żołnierzy powiedział:
    „Póki co uciekają, gdy na niebie pojawią się nasze śmigłowce. Rebelianci nie mają dość granatników RPG, żeby z nimi walczyć. Boję się pomyśleć, co będzie jak się dozbroją”.

    [​IMG]

    Sytuację próbował nieco uspokoić minister spraw zagranicznych, Włodzimierz Cimoszewicz, który 27 grudnia 2003 roku, podczas swojej wizyty w Izraelu zapowiedział, że zajmie się problemami polskiej armii w Iraku. Oprócz tego z ust ministra padły deklaracje, że prezydent i rząd dołożą starań w celu wyjaśnienia wszelkich afer, w które zamieszani są posłowie i szeregowi członkowie partii rządzącej. Ostatecznie wizyta Cimoszewicza w Izraelu przyniosła poprawę relacji dwustronnych, a także zgodę na transport sprzętu wojskowego dla polskiego kontyngentu w Iraku, przez tereny kontrolowane przez Izrael.
     
  11. Memphis

    Memphis User

    X

    Nowy 2004 rok rozpoczął się dla milionów Polaków wielkim pijaństwem. Jednak Nowy Rok nie dla wszystkich stanowił czas odpoczywania po niedawnym pijaństwie i zabawie.

    [​IMG]

    Przebywające jeszcze w Iraku eskadry lotnicze lotnictwa transportowego, wobec porozumienia pomiędzy Polską, a Izraelem, zostały zwolnione z zadań transportowych. Polskie samoloty transportowe, po powrocie do kraju miały zostać skierowane do Warszawy, gdzie samoloty miały przejść niezbędne przeglądy i badania techniczne. Dowództwo nad operacją przejął generał Czmur, który wcześniej odpowiadał za przygotowanie „gruntu” pod przerzucenie do Iraku kilku polskich jednostek inżynieryjnych, które zabezpieczały lotniska dla polskich jednostek bojowych, które wzięły udział w operacji „Iracka Wolność”. Polskie „Antonowy” dotarły do Warszawy 3 stycznia 2004 roku około godziny trzeciej nad ranem. Wszystkie samoloty bez większych trudności dotarły do celu.

    [​IMG]

    4 stycznia 2004 roku, polska agencja kontrwywiadowcza zdołała, po raz pierwszy od dłuższego czasu, wygospodarować środki na zorganizowanie grupy agentów, którzy śledzili poczynania zagranicznych dyplomatów na terenie Rzeczpospolitej. Zdaniem odpowiedzialnego za organizowanie tych akcji Zbigniewa Siemiątkowskiego, na terenie kraju działają cztery duże, dobrze zorganizowane siatki wywiadowcze, których mocodawcy pozostają, jak na razie nieznani. Jednak wobec działań podejmowanych przez rząd Polski na terenie Iraku, „wiele wskazuje na to, iż grupy te są powiązane ze światem arabskim”. Rewelacje Siemiątkowskiego pochodzą z tajnego referatu, przeznaczonego dla prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który ujawniono na początku listopada 2005 roku. W dalszej części referatu Siemiątkowski stwierdza iż, „mimo istnienia co najmniej kilku grup wywiadowczych na terenie kraju” nie istnieje żadne realne zagrożenie „dla bezpieczeństwa narodowego”.

    [​IMG]

    Zaplanowane na 5 grudnia 2004 roku wybory prezydenckie w Gruzji przyniosły zwycięstwo Michaiła Sakaszwiliego. Prezydent Kwaśniewski początkowo nie śpieszył się ze złożeniem gratulacji. Dopiero na wieść, iż liderzy opozycji (Jarosław i Lech Kaczyńscy, Donald Tusk, Jan Maria Rokita oraz Andrzej Olechowski) wysłali nowemu prezydentowi listy gratulacyjne, kancelaria prezydenta zdecydowała się na nadrobienie zaległości.

    [​IMG]

    Opozycyjna prasa z wielką radością zanotowała fakt iż wybór opozycyjnego prezydenta w Gruzji nie został doceniony przez Kancelarię Prezydenta. Za to, z oficjalnymi gratulacjami pośpieszono do Fidela Castro, który jednej z ulic w Hawanie nadał nazwę „Bolesława Limanowskiego”. Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, Gazeta Polska i kilka lokalnych gazet opublikowały karykatury prezydenta Kwaśniewskiego, wystylizowanego na Che Guevarę. Krytyka spadła także na rząd Millera, który zdaniem opozycji powinien w zastępstwie prezydenta wystąpić z gratulacjami dla nowego prezydenta Gruzji. Sam Kwaśniewski stwierdził, że cała afera była spowodowana zwyczajnym niedopatrzeniem kancelarii prezydenta. Niedopatrzenie to, zostało podsumowane przez samego premiera, jako bardzo niefortunny incydent, o którym rząd Rzeczpospolitej Polskiej nie wiedział. Wersję tą potwierdził odgrywający coraz większą rolę w polskiej polityce Włodzimierz Cimoszewicz, który stwierdził iż, gdyby jego resort wiedział co się wydarzyło, to wysłałby gratulacje w imieniu samego prezydenta.

    [​IMG]

    W tej trudnej sytuacji, polski rząd potrzebował szybkich sukcesów. Przy poparciu mediów, nad którymi SLD już od dłuższego czasu starało się przejąć kontrolę, do tego celu wykorzystano wizytę admirała Vern’a Clarck’a w Gdyni, gdzie dowódca US Navy zwiedził przygotowywany do oddania nowy okręt polskiej marynarki wojennej. Podczas swojej wizyty, admirał zasugerował wojskowym, aby przy kolejnych zamówieniach na nowe jednostki, „naciskali, aby rząd otwierał się na wolny rynek”, gdyż według Clarcka „tylko w ten sposób polska flota, będzie w stanie otrzymywać nowoczesne okręty w stosunkowo krótkim czasie”. Stwierdzenie to spotkało się, z niezwykle ciepłym przyjęciem ze strony Siemiątkowskiego, który ostatnimi czasy starał się trzymać na uboczu. Wizyta amerykańskiego dowództwa Marynarki Wojennej w Polsce zakończyła się 12 stycznia, można powiedzieć, że nadeszła w samą porę dla uratowania resztek prestiżu politycznego SLD. Pechowo dla lewicowego rządu kolejne tygodnie miały przynieść pogorszenie, dostatecznie już skomplikowanej sytuacji politycznej ugrupowania i jego koalicjantów.

    [​IMG]

    Jednocześnie ponownie wróciła kwestia bałkańska. Serbowie wobec braku porozumienia z Chorwatami odnośnie wspólnego podziału Bośni, a także obaw społeczności międzynarodowej, wynikających z takiego podziału, zdecydowali się zwiększyć nacisk na zależną od siebie Czarnogórę, która formalnie pozostawała częścią „małej Jugosławii”, de facto jednak jedynym co łączyło ją z Serbią były wspólne resorty siłowe, oraz połączona armia. Władze Republiki Serbskiej zaproponowały Czarnogórcom całkowite połączenie obu krajów, co wobec pogarszającej się sytuacji gospodarczej Czarnogóry mogło przynieść ratunek dla lokalnych przedsiębiorców i klasy średniej, która najgłośniej opowiadała się za zjednoczeniem z Serbią. Co więcej, dzięki połączeniu z Czarnogórą, Serbowie mogli zapewnić sobie dostęp do Adriatyku, a także, szczelniej niż dotychczas otoczyć pozostające formalnie pod ich kontrolą Kosowo, w którym coraz więcej do powiedzenia mieli Albańczycy.
    W kwestii ewentualnego połączenia Serbii i Czarnogóry w jedno państwo, bez lokalnych różnic wypowiedział się prezydent Czarnogóry Filip Vujanovic, który stwierdził, że nie może brać odpowiedzialności za los, jeszcze dwóch odrębnych od siebie narodów na własne barki. Jednocześnie w rozmowie z polskim ambasadorem w Podgoricy, prezydent Vujanovic stwierdził iż, w przypadku gdyby do takiego połączenia doszło, to zapewne kraje takie jak Polska, mogłyby niskim kosztem pozbyć się wielu starych jednostek pływających, które z chęcią zakupią Serbowie. Jednocześnie Vujanovic zaznaczył, że ewentualne połączenie nastąpić może dopiero po przeprowadzeniu referendum w tej sprawie na terenie Serbii i na terenie samej Czarnogóry. Zauważył jednak, iż wobec szalejącego w obu krajach bezrobocia i pogarszającej się stopy życiowej nie zamierza nawet próbować przewidzieć wyniku referendum. Polski ambasador stwierdził, że „likwidacja Autonomicznego Okręgu Czarnogóry i jego włączenie w skład Republiki Serbskiej”, nie powinno doprowadzić do większych zamieszek na terenie Podgoricy, jednakże tylko „pod warunkiem, że Czarnogórcy, stanowiący 45% populacji, będą traktowani na równi z ludnością rdzennie serbską”. Ta ostatnia stanowi w Czarnogórze ok. 30%, a według niektórych szacunków nawet 35% społeczeństwa. Kwestię ewentualnego zjednoczenia, poparła również Unia Europejska i Nato, które nie znalazły formalnych przeciwwskazań do takich działań. Głosy przeciwko tego rodzaju działaniom padły jedynie ze strony Albańczyków z Kosowa. Część przedstawicieli środowisk Albańskich w Kosowie stwierdziło, iż ze strony Serbii jest to kolejna próba ekspansji na Bałkanach i każdy tego rodzaju krok stanowi bezpośrednie zagrożenie dla narodu „Kosowskiego”. W odpowiedzi ministrowie spraw zagranicznych Czarnogórskiego Okręgu Autonomicznego oraz Republiki Serbskiej, wydali oświadczenie, iż Kosowo pozostaje częścią Republiki Serbskiej. Zaznaczyli jednocześnie, że „nigdy nie istniał osobny naród Kosowski, byli co najwyżej Albańczycy z Kosowa”. Stwierdzenie to rozpętało kolejną burzę na arenie międzynarodowej. Przeciwko tego rodzaju stwierdzeniom wystąpiło kilka krajów min., Stany Zjednoczone i Francja. Niejako w odpowiedzi na naciski ze strony Zachodu w Belgardzie i Podgoricy odbyła się manifestacja, której uczestnicy popierali wypowiedzi obu polityków, a także ideę zjednoczenia Serbii i Czarnogóry, w ramach jednego państwa.

    [​IMG]

    28 stycznia do trumny z napisem „SLD” przybity został kolejny gwóźdź, tym razem z napisem Orlengate. Kilka dni wcześniej kierowany przez Zbigniewa Siemiątkowskiego UOP (Urząd Ochrony Państwa) zatrzymał prezesa PKN Orlen Andrzeja Modrzejewskiego. Modrzejewskiego zatrzymano na polecenie prokuratury. Akcję zatrzymania koordynował Ryszard Bieszyński, dyrektor Zarządu Śledczego Urzędu Ochrony Państwa. Akcja już wówczas wzbudziła duże kontrowersje: krytykowano jej przesadną spektakularność oraz moment przeprowadzenia, w przeddzień posiedzenia rady nadzorczej spółki. Na kilka godzin przed rozpoczęciem posiedzenia rady Modrzejewskiego zwolniono, a rada nadzorcza Orlenu odwołała go ze stanowiska prezesa. W 2004 roku Wiesław Kaczmarek ujawnił w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, że rzeczywistym celem zatrzymania prezesa Orlenu była chęć jego odwołania i tym samym zablokowania wartego 14 mld dolarów kontraktu na dostawy ropy. Zdaniem Kaczmarka, który ujawniając kulisy zatrzymania Modrzejewskiego chciał oczyścić się z zarzutów o pozaprawne działania w czasie urzędowania na stanowisku ministra Skarbu, decyzję o zatrzymaniu podjęto w gabinecie premiera w trakcie nieformalnego spotkania, w którym obok Kaczmarka udział wzięli premier Leszek Miller, minister sprawiedliwości Barbara Piwnik i szef UOP Zbigniew Siemiątkowski. Po publikacji wywiadu sprawą zajęła się katowicka prokuratura. Odrębne postępowanie wszczęła sejmowa komisja ds. służb specjalnych. Ustaliła ona, że UOP wywierał naciski na prokuraturę. Zaprzeczyła temu ABW. W kwietniu 2004 roku komisja ds. służb specjalnych zaproponowała, aby do wyjaśnienia sprawy powołać specjalną komisję śledczą.
     
  12. Memphis

    Memphis User

    XI

    [​IMG]

    Początek lutego 2004 roku przyniósł wiele zaskakujących decyzji polskiego rządu. Jedną z pierwszych, bardzo głośno komentowanych zarówno przez lewicę jak i prawicę, była wizyta Włodzimierza Cimoszewicza na Białorusi, gdzie polski minister liczył na spotkanie z Aleksandrem Łukaszenką, który jednak nie zdecydował się na oficjalne powitanie Cimoszewicza. Zamiast prezydenta na lotnisku pojawił się białoruski odpowiednik Cimoszewicza, Siergiej Martynow, który podczas krótkiej rozmowy poinformował polskiego ministra spraw zagranicznych iż, prezydent Łukaszenka niedomaga. Strona białoruska zmieniła również plan wizyty, którą ograniczono do spotkania z przedstawicielami miejscowej polonii, oraz krótkiego obiadu z Martynowem. Jak się wkrótce okazało, Aleksander Łukaszenko czuł się doskonale, i w czasie gdy Martynow podejmował polskiego ministra spraw zagranicznych na lotnisku w Mińsku, prezydent Białorusi na antenie publicznej telewizji udzielał długiego wywiadu, dotyczącego min., jego wizji polityki zagranicznej w stosunku do Polski, Ukrainy i Litwy. Odnośnie Polski, prezydent Białorusi stwierdził, iż obecna ekipa rządząca, to ludzie „całkowicie obdarci ze zdrowego rozsądku. Jacyż ******, muszą w tej Polsce żyć, że tacy ludzie rządzą. Kto ich powybierał? Na Białorusi to nie do pomyślenia, żeby takie bezrobocie było, a rząd nic nie zrobił. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby emeryci mieli taką biedę, jak w Polsce, a premier z prezydentem jeździli limuzynami. No, jak tak można”, dopytywał się na antenie publicznej telewizji prezydent Białorusi.
    Już 2 lutego, gdy minister Cimoszewicz powrócił do Warszawy, polskie MSZ skierowało do Mińska oficjalny list w tej sprawie. Cimoszewicz podziękował Łukaszence za gościnę w Mińsku, żałował jednak, że nie doszło do spotkania pomiędzy nim, a prezydentem, gdyż mógłby wówczas wyjaśnić wiele wątpliwości prezydenta, o których ten ostatni mówił w telewizyjnym wywiadzie. Odpowiedź z Mińska nie nadeszła.

    [​IMG]

    3 lutego 2004 roku, około godziny piątej rano do niewielkiego mieszkania na warszawskiej Pradze wpadły dwa uzbrojone po zęby oddziały antyterrorystów. Po krótkiej akcji z mieszkania wyprowadzono ubranego tylko w bokserki i klapki młodego obywatela Federacji Rosyjskiej, niejakiego Sergieja Iwanowicza Śrubowa, urodzonego w 1980 roku w Moskwie. Śrubow od dwóch lat był studentem Uniwersytetu Warszawskiego, na wydziale prawa. Tak przynajmniej twierdzili jego sąsiedzi i przyjaciele. W rzeczywistości jednak, posługując się fałszywymi dokumentami na nazwisko Mikołaj Kunicki, pracował jako sekretarz jednego z prezesów spółki państwowej. Jako sekretarz miał dostęp do wielu poufnych informacji biznesowych. W związku z faktem iż firma zajmowała się dostawami sprzętu dla wojska, przez ręce Śrubowa vel Kunickiego przechodziły również dokumenty dotyczące zamówień na sprzęt oraz specyfikacje techniczne polskiego sprzętu wojskowego. Co ciekawsze, krótko po aresztowaniu Śrubowa vel Kunickiego, ambasada rosyjska w Warszawie zaprzeczyła, aby niejaki Siergiej Iwanowicz Śrubow urodzony w 1980 roku w Moskwie był kiedykolwiek obywatelem rosyjskim. Rosjanie stwierdzili, iż o działalności Śrubowa „nic im nie wiadomo”, a człowiek o tym nazwisku „nigdy nie kontaktował się z ambasadą”. Stwierdzenia te nie znalazły potwierdzenia w materiałach zabezpieczonych w mieszkaniu aresztowanego, gdzie znaleziono min., notatnik z prywatnym numerem telefonu komórkowego konsula, oraz nazwiska dwóch pracowników ambasady, o których polskie służby specjalne posiadały informacje dotyczące ich współpracy z Federalną Służbą Bezpieczeństwa (FSB). Po kilku dniach w mediach pojawiły się informacje iż aresztowany 3 lutego 2004 roku Kunicki, popełnił samobójstwo w areszcie śledczym. Ciało aresztowanego miało zostać przekazane studentom medycyny, gdyż taka była ostatnia wola zmarłego, którą zawarł w liście pożegnalnym. Śledztwo dziennikarskie, prowadzone przez redaktorów „Rzeczpospolitej” wykazało jednak, że zwłoki Kunickiego, „dziwnym trafem” rozpłynęły się w powietrzu… Co się tyczy Śrubowa vel Kunickiego, to był potem widziany w jednym z ośrodków szkoleniowych pozostających pod kontrolą UOP, czego jednak nikt nie chciał potwierdzić.

    [​IMG]

    7 lutego 2004 roku, ONZ wydał oficjalną deklarację, stwierdzającą, że referendum w sprawie połączenia Czarnogórskiego Okręgu Autonomicznego z Republiką Serbską jest według punktu widzenia ONZ całkowicie zgodne z prawem międzynarodowym. W odpowiedzi prezydent Czarnogóry stwierdził, że nie widzi przeciwwskazań, aby referendum odbyło się jeszcze w tym roku. Niejako w odpowiedzi na zgodne głosy płynące z Podgoricy, Belgradu i Nowego Jorku, swój protest przeciwko „Serbskiemu rewizjonizmowi” złożyli Albańczycy. Ci ostatni zdecydowali się wylec na ulice w Tiranie, aby protestować przeciwko „nieudolnemu” rządowi Fatosa Nano, który zdaniem części protestujących wobec braku sukcesów na arenie międzynarodowej i tragicznej wręcz sytuacji gospodarczej kraju powinien podać się do dymisji. Oliwy do ognia dolała wizja powiększenia się Republiki Serbii.

    [​IMG]

    12 lutego 2004 roku, polski ambasador w Belgradzie spotkał się z ministrem finansów Serbii, Borisem Tadiciem. Podczas rozmów poruszono min., problem zamówień dla Serbii w przypadku „włączenia” Czarnogóry, w skład Republiki Serbskiej. Zamówienia te miałyby być realizowane przez polskie firmy, stąd też troska Serbów o dobre relacje z Polską. Polski ambasador udzielił wymijających odpowiedzi, przy czym zasugerował aby rząd serbski zwracał się raczej z propozycjami do konkretnych przedsiębiorstw prywatnych, gdyż wszelkie próby porozumienia za pośrednictwem rządu polskiego, mogą zostać źle odczytane przez polską opinię publiczną.

    [​IMG]

    Kilka dni później (17 lutego), armia Republiki Serbskiej wyraziła oficjalne zainteresowanie polskim samolotem szturmowym, wycofanym z eksploatacji, PZL I-22 Iryda. Serbowie stwierdzili, że byliby zainteresowanie zakupem co najmniej 40 maszyn, które zostałyby wykorzystane do szkolenia i wsparcia sił naziemnych. Firma PZL już od dłuższego czasu nie liczyła na jakiekolwiek zainteresowanie samolotem, gdyż w polskim lotnictwie użytkowano zaledwie 8 samolotów, a spośród rozpoczętych 19 maszyn nie wszystkie zostały ukończone. Serbia zainteresowała się najnowszą wersją M96, z przebudowanym krzydłem (z klapami Fowlera i usterzeniem oraz awioniką firmy Sextant Avionique), którą oblatano 16 sierpnia 1997. Serbska oferta przewidywała także zakup licencji na produkcję samolotów w prywatnych serbskich firmach, oraz możliwość sprzedaży samolotów wyprodukowanych w Serbii do innych państw, przy czym Polacy mieli uzyskać 5% wartości każdej sprzedanej przez Serbów maszyny. Początkowo zarząd PZL stwierdził, że tego rodzaju umowa jest niezwykle ryzykowna. Strona polska nie potrafiła porozumieć się z własnym rządem.

    [​IMG]

    Choć PZL formalnie nie podlegał władzom państwowym, to jednak w praktyce premier Miller uważał, że lepiej będzie jeżeli PZL nie zacznie odbierać kontraktów firmom zagranicznym, gdyż „polski samolot się nie sprzeda”. Projekt do którego powrócono w 2002 roku zaczął jednak budzić poważne kontrowersje w prasie, która wskazywała na liczne katastrofy próbnych wersji „Irydy”.
    Serbia w tym czasie otrzymała od Rosji pożyczkę w wysokości 200 mln USD, którą władze serbskie zdecydowały się wpompować w przemysł zbrojeniowy. Na ten cel przeznaczono również 200 tysięcy dolarów zebranych „od społeczeństwa” przez różnego rodzaju organizacje kombatanckie. Propozycja zakupu samolotów, za „ruskie” pieniądze została bardzo ostro skrytykowana w Sejmie, a także w prasie. Pisano i mówiono o uzbrajaniu ludzi, którzy za kilka lat mogą ponownie zaatakować inne kraje bałkańskie. Na prezesa PZL – Mielec zaczęto wywierać silną presję, ten jednak wydał oświadczenie, z którego wynikało, że w trosce o dobro firmy jest w stanie sprzedać swoje wyroby nawet do Piekła, jeśli Lucyfer wyrazi zainteresowanie ofertą spółki. W „Gazecie Wyborczej” pojawiło się niemal natychmiast wiele karykatur przedstawiających diabły dzwoniące do prezesa PZL – Mielec. Niektóre przedstawione w karykaturach postacie były ubrane w serbskie mundury. Na innych dzwoniąc siedział w kręgu serbskich zbrodniarzy wojennych.

    [​IMG]

    Zyski ze sprzedaży Irydy do Serbii zarząd PZL Mielec oszacował na ok. 200 mln złotych w pierwszej części kontraktu i co najmniej drugie tyle w drugim etapie. Dochody pozwoliłby nie tylko na utrzymanie zatrudnienia w zakładach, modernizację części sprzętu, ale także dokończenie kilku rozpoczętych projektów, które można by zakończyć we własnym zakresie. Mimo coraz głośniejszych protestów ze strony prasy i partii politycznych, prezes PZL – Mielec zapowiedział, że w marcu rozpoczną się dalsze negocjacje z Serbami.

    Jak narazie jedyny kontynuowany AAR w HoI2... w dodatku na MDSie ;) Co do obecnego odcinka to pomysł z Irydą jest moocno naciągany, ale potrzebny fabularnie. W praktyce projekt "zdechł" dopiero w 2005 roku. Choć jak spojrzeć na historię projektu to może coś się jeszcze zmieni. Tak czy inaczej w moim AARze PZL Mielec nie stanie się podwykonawcą dla amerykańskiej firmy lotniczej ;)
     
Status Tematu:
Zamknięty.

Poleć forum