OCENA: 9/10
Zalety: To wciąż stary, dobry Panzer General | Długie godziny zabawy | Odświeżona grafika
Wady: To wciąż stary, dobry Panzer General | Cena | Przeciętna oprawa dźwiękowa

Wstydzić powinien się ten, kto zwie się fanem drugowojennych strategii, a nie grał nigdy w Pancernego Generała. Od kilku lat mamy możliwość zagrania w jego odświeżoną wersję zwaną Panzer Corps, która do tej pory rozrosła się o dwa dodatki i dziesięć DLC – mówiąc krótko, można uznać, że jest to gra ukończona, którą można porządnie porównać do pierwowzoru.

Kto choć raz miał okazję zagrać w którąkolwiek część Panzer General lub jej fanowskie remake’i jak Open General czy PG Forever, ten może przejść od razu na koniec recenzji i sprawdzić końcową ocenę. Nie mogę jednak zapominać, o tych zbłąkanych duszyczkach, które do tej pory nie zasmakowały w tej serii. Na czym w ogóle polega jej fenomen? Nie przyciąga ani grafiką (w dzisiejszych czasach ten element wręcz odstrasza od PG, zwłaszcza jeśli chcemy pograć na wyższych rozdzielczościach), ani możliwością szybkiej, bezmyślnej rozgrywki ‚na chwilę’. Według mnie to połączenie drugowojennych klimatów z momentami wręcz szachową rozgrywką i traktowaniem każdej bitwy jako nowej łamigłówki, którą można rozwiązać na wiele sposobów sprawiło, że dwie dekady temu gra stała się hitem. Dziś, gdyby nie rzesze fanów łykających kolejne turówki jak szczerbaty landrynki, jej nowa wersja byłaby kitem. I na tych właśnie fanów liczyli twórcy Panzer Corps.

Ogólne zasady nie zmieniły się do dziś. Przed bitwą wybieramy i rozstawiamy jednostki. Na zmianę z przeciwnikiem wykonujemy ruchy, atakujemy wrogie wojska, okrążamy punkty oporu i niszczymy znajdującą się na tyłach artylerię, dokonujemy nalotów na umocnienia i tura po turze zmierzamy do zwycięstwa. Prostota gry jest pozorna – bezmyślne posłanie czołgów do miasta skończy się stępieniem głównych ofensywnych sił, trzymanie piechoty pod ogniem wrażej artylerii poskutkuje jej utratą, a kunktatorstwo oznacza, że zabraknie tur na rozbicie przeciwnika. Kto liczy na szybkie, łatwe i przyjemne wygrywanie bez porządnej zaprawy, ten się po prostu przeliczy. Z drugiej strony AI jak to AI – dla doświadczonego gracza nie będzie stanowiło większego problemu. Rozgryzienie jego schematów pozostaje jednak zabawą samą w sobie.

Kampanii i scenariuszy mamy bez liku. Chcemy rozegrać całą kampanię od 1939 r.? Proszę bardzo. Hmm, dziś mam ochotę sprawdzić czy dam radę wygrać pod Kurskiem. Ależ oczywiście, mamy już gotową planszę. A może coś ahistorycznego, jak inwazja na Stany Zjednoczone? Twój korpus pancerny właśnie wylądował pod Nowym Jorkiem. Panzer Corps to naprawdę długie godziny rozgrywki, oczywiście mając komplet dodatków. Ale i bez nich można spędzić wiele wieczorów przy tej grze.

Panzer Corps pod względem graficznym prezentuje się bardzo dobrze. Nie ma wodotrysków, mamy schludne oraz czytelne mapy i modele jednostek – na pierwszy rzut oka można rozróżnić pola od lasów, a nawet sprzęt. Tutaj wielki plus dla twórców, w turówkach często ten element jest potraktowany po macoszemu i bez kliknięcia na jednostkę nie wiemy czy to jakaś tankietka czy może jednak Tygrys. Interfejs przeszedł lekki lifting i, co najważniejsze, pozostał równie wygodny, jak w poprzednich częściach. Oprawa dźwiękowa nie rzuca na kolana, można wręcz rzec, że jest uboga, ale też nie odstaje od przeciętnego poziomu turówek. W końcu nie o wrażenia audiowizualne tu chodzi.

Bardzo dużym plusem jest biblioteczka, w której opisane są pokrótce wszelakie rodzaje sprzętu. Dla weteranów może nie ma większej wartości poznawczej (mogą obejrzeć sobie najwyżej ładne obrazki), ale dla nowicjuszy będzie ciekawym i klimatycznym wprowadzeniem.

Jak zwykle przy grach wydawanych przez Matrix Games największym minusem jest duża, jak na polskie warunki, cena. Koszt podstawki z kompletem dodatków waha się od 350 do 400 złotych. Z drugiej strony za tą cenę dostajemy wiele godzin rozgrywki na poziomie. Cóż, przelicznik cena/jakość każdy ustali sobie sam.

Czy dostaliśmy odświeżonego Panzer Generala? Tak. Czy dostaliśmy czytelną grafikę, wysokie rozdzielczości, a nie straciliśmy klimatu serii? Owszem. Czy Panzer Corps dorównuje poprzednikom? Jak najbardziej. Czy zagramy w coś naprawdę nowego? Nie. Z tego powodu zdanie ‚To wciąż stary, dobry Panzer General’ przewrotnie znalazło się zarówno wśród zalet, jak i wad. Oczywiście wiem, że twórcom gry przyświecało po prostu odrestaurowanie klasyki, jaką niewątpliwie jest PG. Jednak oprócz bardzo porządnego wykonania tego zadania nie dostaliśmy nic ekstra. Nie zmienia to faktu, że Panzer Corps jest dobrą, bardzo dobrą grą, ale nie jest pozycją must have dla kogoś, kto zagrywa się w OG, PGF czy po prostu PG I-III.